Zasada trzech minut, czyli jak przenieść twoje rodzicielstwo na wyższy poziom

Zasada trzech minut, czyli jak przenieść twoje rodzicielstwo na wyższy poziom


Siadasz wieczorem w fotelu i dopadają Cię wyrzuty sumienia. Myślisz sobie jak mało czasu poświęciła(e)ś dziś swojemu dziecku. Jak złym rodzicem jesteś. Masz tak? Ja też, prawie codziennie. To znaczy miałam! Jeszcze do niedawna, zanim nie trafiłam na magiczną zasadę trzech minut. Znasz? Stosujesz?

Jeśli jeszcze nie, zdradzę Ci sekret, który uczynił moje macierzyństwo lepszym. A tak naprawdę to nie sekret, tylko zasada opracowana przez psycholog Natalii Sirotich.
Znasz to uczucie spotkania z dawno nie widzianym przyjacielem? Pamiętasz tą radość, która wtedy gości na Twojej twarzy i w Twoim sercu? Na tym właśnie opiera się ta zasada. Ciesz się na każde spotkanie ze swoim dzieckiem, choćby twoja nieobecność trwała kilkanaście minut, podczas których ty wyskoczysz po bułki do osiedlowego. Wchodząc, widząc, że ono łaknie twojej uwagi, poświęć mu ją. Kilka, kilkanaście minut. Porzuć obowiązki, zapomnij o sprzataniu które na Ciebie czeka, czy o zupie stojącej na gazie. Kucnij, usiądź tak, aby twój wzrok był na wysokości wzroku dziecka. Skup się na tym co Twoje dziecko mówi, czuje, chce Ci przekazać. Niech poczuje, że jest dla Ciebie ważne, że jego przeżycia, doświadczenia dnia codziennego Cię interesują. Niech poczuje się zrozumiane, wysłuchane.
Porozmawiaj z dzieckiem, zapytaj co robiło.  Zapewniam Cię, że dzięki temu dziecko poczuje się zauważone i 80% scen płaczu, złości, psocenia zniknie. Wszystko dzięki temu, że nie bedzie już musiało krzyczeć 'Mamo, Tato jestem tu'!
Staram się stosować ta metodę od niedawna, ale widzę ogromną zmianę. Czuje, że nawiązuje ze swoimi dziećmi więź, która mam nadzieję, zaprocentuje w przyszłości. Liczę na to, że dzięki temu, że dziś okazuje im uwagę, buduję relację, one kiedyś będą przychodzić do mnie po pomoc i radę jak do przyjaciela  🧡

Ps. parter to też takie trochę dziecko, spróbuj zastosować 😉 Miłość, niezależnie od formy, zasługuje na uwagę.


Matki superbohaterki

Matki superbohaterki


Wiecie, jak jedno zdarzenie potrafi zmienić życie i patrzenie na to co się w nim dzieje. Czasem coś, co w pierwszej chwili zdaje się krzyżem nie do dźwignięcia, daje nam prawdziwego życiowego kopa. Ale nie takiego po którym upadasz i nie wstajesz. To kop do działania, kop do zauważenia jakim darem jest codzienność. Nagle masz ten moment w którym chowasz twarz w dłoniach i płaczesz. Między tymi łzami po głowie plączą się jednak różne myśli. Mi dziś do głowy przyszła jedna. Kiedy we trzy siedzimy w szpitalnej sali, tuż obok śpią nasze chore i bezbronne dzieci, kiedy każda na swojej karimacie próbuje jakoś ogarnąć tą nieznośną rzeczywistość, powiem wam jedno - matki mają super moc. Bo my matki jesteśmy superbohaterkami.

Chce to powiedzieć głośno, jestem silną babką! Chcę wierzyć, że absolutnie nic nie może mnie złamać! Wiem, że dla swoich dzieci zrobię wszystko i nie ma dla mnie poprzeczki nie do przeskoczenia. Wiem, że jestem lwicą, która walczy o swój miot.
Ja, matka superbohaterka, jestem szybka niczym światło. Wyprzedzam myśli, słowa i czyny moich dzieci. Łapie je w locie, nim ich kolano dotknie podłogi, kiedy one same nie wiedzą jeszcze, że upadają. Oczyma wyobraźni przewiduje konsekwecje każdego kolejnego kroku. Codziennie otwieram nad nimi parasol bezpieczeństwa i otulam obronnym ramieniem, kiedy strach zagląda w oczy.
Jako matka jestem kucharką, sprzątaczką, pralnią, kompanem zabaw. Zawsze zcałuję łzy i pocieszę. Codziennie na posterunku, nawet gdy fizycznie nie ma mnie obok. Jestem matką encyklopedią, która zna (a przynajmniej udaje, że zna) odpowiedź na każde po co, na co i dlaczego.

My matki, zawsze kiedy trzeba stajemy na wysokości zadania. Gdy musimy być blisko, rzucamy wszystko i trwamy obok. Czuwamy dniami i nocami. Płaczemy czasem w poduszkę, ale i tak zagryzamy wargi i trzymamy garde. Choć czasem mówimy, jak bardzo mamy dość, nigdy nie jest to dość na zawsze. Bo wiemy, że nikt jak my nie podoła dźwigać tego krzyża. Nikt jak my, nie będzie warował przy łóżku i liczył każdego kolejnego oddechu. Nikt jak my nie utuli i nie ukoi bólu. Nikt jak my, mimo niejednego ciosu, po raz kolejny nie nadstawi drugiego policzka. Nikt jak my nie będzie po prostu mamą. Bo mama to instytucja nie do zastąpienia. Bo mama to po prostu mama!

I tak, macierzyństwo to czasem strach, pot i łzy. Macierzyństwo to czasem walka. O zjedzoną kanapkę, umyte zęby, przespaną noc. Walka o pogodzenie ról. Walka o bycie jednocześnie pracownikiem, Czasem to walka o życie.
My matki superbohaterki walczymy codziennie po cichutku. Codziennie wykazujemy nadzwyczajne zdolności. Doceńmy się za to, nagradzajmy i chwalmy!

Nie mów mi jak mam żyć!

Nie mów mi jak mam żyć!


Mam wrażenie, że żyjemy w takich popieprzonych czasach, gdzie każdy wszystko wie lepiej. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie Ci jak masz żyć. Wiemy jak inni mają kochać, nienawidzić, rozpaczać. Na każdym kroku służymy 'dobrą radą' i dorzucam swoje trzy grosze. Zawsze usłyszysz, jak powinnaś wychować, karmić, ubierać swoje dziecko. Dostaniesz rady jak dbać o siebie, realizować się, przy tym wszystkim będąc perfekcyjną żoną i kochanką. Serio, nie potrafię tego pojąć!

Wkurzam się! Strasznie wyprowadza mnie z równowagi kolejny komentarz z pouczeniem, radą, wskazówką pod czyimś zdjęciem, wpisem.
Nie potrafię pojąć, czemu ktoś wie lepiej jak przeżywamy żałobę i która postawa jest poprawna i stosowna do sytuacji. Jak rozpaczasz i odcinasz się od ludzi to źle, bo musisz jakoś żyć dalej. Jak żyjesz, starasz się stawiać czoła każdemu z dni, to jeszcze gorzej. Bo to nie wypada, bo brak Ci pokory!
Kiedy wyrzucasz swoje frustracje, używasz ostrych słów, nazywasz rzeczy po imieniu, źle! Patologia, wyrodna matka, egoistka! Nie możesz czuć i myśleć po swojemu. Masz to robić tak, jak oczekują tego inni. Tylko zawsze są drudzy inni, którzy oczekują czegoś innego. Oczekują żebyś rzucała mięsem, nie kolorowała rzeczywistości, wykładała kawę na ławę.
Jesteś w domu z dzieckiem  i to jemu poświęcasz się niemal w całości, tragedia. Nie realizuje się, zatracasz, krzywdzisz siebie i innych. Nieważne, że Ty czujesz się w tym spełniona. Robisz karierę a Twoja praca pochłania Ci całe dnie, więc jesteś egoistką, zatracasz to co w życiu ważne.
Kiedy ktoś powie Tobie co o Tobie myśli, to hejt. Kiedy Ty uważasz coś za niestosowne, to jedynie delikatnie zwracasz uwagę, nakreślasz sytuację, chcesz pomóc.

Kurde, naprawdę nie możemy żyć po prostu swoim życiem? Czy nie ma nic co moglibyśmy najpierw poprawić u siebie? Po to to robimy? Żeby pomóc? Czy jednak, żebysmy to my lepiej się poczuły, dowartościowały, wywyższyły?

Każdy jest inny. Ma do tego prawo. Do tego, żeby czuć inaczej, myśleć inaczej, robić inaczej. Zacznijmy się akceptować i wspierać, a skończymy pouczać i obrzucać błotem.

Po prostu żyjmy. Po swojemu. Tak, aby to nam ze sobą było dobrze.

Za co w życiu dziękuję

Za co w życiu dziękuję


Czy zastanawialaś się kiedyś za co w życiu jesteś wdzięczna? Co ofiarował Ci los? Ile szans zostało Ci dane? Czy usiadłaś kiedyś i pomyślałaś za co dziękujesz? Jak wiele przyniósł Ci dzień?

Wiem, że w codziennej gonitwie ciężko jest spojrzeć na to co mamy z wdzięcznością. Pomiędzy bałaganem, codziennymi problemami, dziećmi i pracą, czasem ciężko jest spojrzeć na życie z pokorą. Ja codziennie się uczę dziękować. Nie zawsze potrafię, ale ostatnio staram się przewartościować swoje życie.

Dziękuję za ZDROWIE, bo nie ma nic cenniejszego. Za zdrowie moich dzieci, moje, moich najbliższych. I chociaż ostatnio wirusy i bakterie nieco zrównały nas z ziemią, to otrzepujemy kolana i idziemy dalej. Nie musimy zmagać się z potwornymi chorobami, wobec których jesteśmy bezsilni. Nie musimy codziennie zaglądać w oczy śmierci. Nie musimy rozkładać ramion w rozpaczy wiedząc, że nic już nie możemy zrobić. Uwierzcie, nie ma większego bólu, niż patrzenie na twarz ukochanej Ci osoby, że świadomością, że ona odchodzi na twoich rękach. Nie ma bardziej rozrywającego bólu, niż świadomość, że Wasze dni, godziny, minuty są policzone. Dlatego tak bardzo dziękuję, że mam zdrowe, uśmiechnięte dzieci, nawet gdy roznosi je energia, a ja zwyczajnie nie mam siły. Bo mocno wierzę, że tak wiele jeszcze przed nami.

Dziękuję właśnie za te DZIECI, które zostały mi zesłane niczym dar. Dar o który nie musiałam walczyć. One po prostu mnie wybrały i zostały mi podarowane. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co tak naprawdę czują ludzie, którzy o ten dar walczą latami, niejednokrotnie po drodze ponosząc straty i porażki. Nie wyobrażam sobie bólu i cierpienia, jaki rozrywa ich serce. Dlatego wiem, że moje życie jest pełne. Wiem, że kiedy ja narzekam, że nie daje rady, że nie mam sił, inni marzą o takim zmęczeniu. Marzą o nieprzespanych nocach, ząbkowaniu, codziennych troksach i rozterkach.

Dziękuję za RADOŚĆ I UŚMIECH który codziennie rozbrzmiewa w moim domu. Za ten DOM dziękuję. Za to, że moje dzieci mają dach nad głową. Za cztery ściany pełne mebli, zabawek, fatałaszków. I choć nie mogę mieć w życiu wszystkiego czego zapragnę, choć mój dom nie wygląda jak z magazynu, a ja i dzieci jak z wybiegu mody, to mogę żyć godnie. Mam codziennie co włożyć do garnka, o czym inni mogą tylko pomarzyć. Dziękuję, że zawsze mam gdzie wróci, usiąść i w ciepłe wypić gorąca kawę.

Dziękuję za to, że MOGĘ BYĆ SOBĄ. Mogę się realizować zawodowo, spełniać jako mama, realizować swoje pasje. Dziękuję, że mogę głośno wyrażać swoje zdanie, nie muszę niczego udawać. Za to, że mogę śmiać się i płakać kiedy mam na to ochotę. Za to że jestem wolną osobą. Wiem, że życie daje mi codziennie szansę i tylko ode mnie zależy jak ją wykorzystam.

A Ty za co dziękujesz?

"Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko." Albert Einstein 

Co nas wkurza w facetach!

Co nas wkurza w facetach!


Jestem ekstrawertykiem. Czasem nawet bardzo ekstra. Klepię często co mi ślina na język przyniesie. Mówię szybciej niż myślę. Często bywa, że za to obrywam. Lubię gadać. Szkoda, że nikt mi za to nie płaci, byłabym obrzydliwie bogata. I nie mam też za bardzo zahamowań, by mówić o tym co dzieje się w moim życiu. Nie udaję, że jest słodko-pierdząco-cukierkowo, kiedy tak naprawdę mam, na przykład, ochotę wydrapać staremu oczy i zrobić z nich korale. I właśnie ostatnio zauważyłam, że jak już ja tak narzekam i stękam, to te babki obok nagle się otwierają. No i okazuje się, że nie ma małżeństw/związków idealnych. Okazuje się, że to co z zewnątrz wzbudza zazdrość i wewnętrzny żal, że inni jakoś lepiej ze sobą współegzystują, w rzeczywistości ma wiele odcieni szarości.

Ale wniosek najważniejszy. Oni, czytaj mężczyźni, są kurwa z metra szyci. Tacy sami. Kropka w kropkę. Nadają na innym poziomie intelektualnym. Jest tyle rzeczy, które oni mają zakodowane w testosteronie, które reprezentuje niemal każdy przypadek, a które nas kobiety doprowadzają do szału, że serio jeśli stworzył nas Bóg, to musiał mieć duże poczucie humoru, że kazał nam się parować 🙈😂

POMAGANIE
Większość uważa, że pomaga. Dla mężczyzn pomaganie polega na tym, że trzeba im wszystko pokazać palcem, poprosić sto razy, pogderać. Większość z nich żyje w magicznym domu w którym wszystko się dzieje samo. A jak już oni poczynią jakiś ruch niegodny ich męskości, typu sprzątanie toalety, to chodzą dumni jak pawie oczekując orderu na swojej wątłej piersi. Dla większości z nich zapamiętanie w której szufladzie leżą dziecięce spodnie lub jakie lekarstwo podać przed śniadaniem to fizyka kwantowa.

KOBIECY PMS
Znowu masz okres / PMS? Czy jest jakaś kobieta która kiedyś tego nie usłyszała? Przecież nasze zdenerwowanie nie bierze się z tego, że oni jakkolwiek się nie wykazali.. To po prostu burza hormonów. Jakaś dziwna kobieca konstrukcja.

SŁYSZENIE WYBIÓRCZE
Zawsze usłyszy, kiedy chcesz go po cichu obgadać przez telefon z psiapsi. Ale tego, że trzeba umyć okna nie słyszy, chociaż byś mu tak z tydzień za uchem nawijała. To jakiś wewnętrzny, wbudowany w męski mózg filtr przepuszczania informacji.

SPANIE
Do dziś zachodzę w głowę, kto wymyślił powiedzenie 'spać jak dziecko'. Jedno jest pewne, był to facet. Bo on śpi tak bardzo, że wydaje mu się, że dziecko śpi caluśką noc. I serio, jak mu opowiadasz nad ranem nocne historie, to robi oczy jak żaba z niedowierzaniem.

CHOROWANIE
Tak, mój zalicza się do tej grupy, która przy temperaturze 37,2 spisuje testament, a całe życie przebiega mu przed oczami. Czasem myślę, że to cud, że jeszcze żyje. Najmniejszy katar jest niczym katastrofa. Mężczyzna po prostu kończy się tam, gdzie zaczyna się choroba.

POŁĄCZENIE Z BAZĄ
90% mężczyzn otrzymujemy w pakiecie z bazą, czytaj mamusią. Baza zawsze ma wiele do powiedzenia. Baza zazwyczaj wie wszystko lepiej i służy radą. Nawet nie pytana. Mężczyzna i baza są połączeni, na zawsze i nierozerwalnie. Albo to akceptujesz, wylewając od czasu do czasu swoje żale, albo zostajesz lesbijką.

CHODZĄCA DESTRUKCJA
Mój ogólnie powolny mąż, jedno robi błyskawicznie. Bałagan. Sieje syf i spustoszenie gdziekolwiek się pojawia. Z prędkością światła. Ja mrugam, a kuchnia tonie w naczyniach, podłogę w kiblu zalewa woda, a w salonie okruchami najadłaby się niejedna kura, kurnik, a nawet dwa.

A Was kochane co wkurza w mężczyznach?

Wyprawka dla mamy i dziecka + PDF do pobrania

Wyprawka dla mamy i dziecka + PDF do pobrania



Oczekiwanie na nowego członka rodziny jest zawsze pełne ekscytacji, niezależnie czy jet to pierwsze czy kolejne dziecko. Szykowanie przytulnego kącika, wybór wózka, kompletowanie wyprawki. Wszystko z myślą o tym małym człowieku, który ma zaraz zrewolucjonizować Wasze życie. Jeśli jest to Twoje pierwsze dziecko ciężko odnaleźć się w gąszczu ofert i dobrych rad. Jest tyle 'przydasiów', które mają uratować Twoje życie, że bez najmniejszego problemu jesteś w stanie podczas jednego pobytu w sklepie wydać równowartość jakiegoś małego bądź większego auta. Zależy jaki masz gest. Szczególnie jak wizyt jest kilka ;)

Nie, to nie jest nienormalne. Ty po prostu chcesz dla tej małej istotki wszystkiego co najlepsze i jesteś w stanie wydać na to każde pieniądze. Każde. Nie myśl sobie , że miałam inaczej. Otóż ja również naczytałam się tych internetów i łykałam jak pelikan rad miłej Pani w sklepie, która nie oszukujmy się wciśnie zdezorientowanym rodzicom wszystko co tylko przyjdzie jej na myśl.

Za drugim razem, po doświadczeniach pierwszego macierzyństwa łatwiej było mi spojrzeć na ten wyprawkowy szał trzeźwym okiem. Zatem służę dobrą radą. Bo te wyrzucone w błoto pieniądze można spożytkować o wiele przyjemniej. Oto moja lista wyprawkowa i lista rzeczy, które u nas się nie sprawdziły :)  Także w wersji PDF do pobrania podzielona na wyprawkę do szpitala oraz wyprawkę do domu.

Wyprawka dla dziecka

Łóżeczko / kosz mojżesza / dostawka + materac - z perspektywy czasu polecam dostawkę, dzidziuś znajduje się obok Ciebie, zawsze pod ręką. Możesz go w każdej chwili nakarmić bez wstawania, podnoszenia , odkładania. Dzięki emu dziecko mniej się wybudza w nocy, a mama nie musi wstawać do każdego karmienia, które na początku zdarza się dość często. Minus jest taki, że może służyć do kilku miesięcy, bo kiedy dziecko zaczyna w nim wstawać , staje się to niebezpieczne. Tak samo jest w przypadku kosza mojżesza, którego głównym plusem jest mobilność. W przypadku zwykłego łóżeczka my zdecydowaliśmy się  na materac gryka-pianka-kokos. Łożeczko miało też możliwość wyjmowania szczebelków, dzięki czemu gdy córka podrosła, mogła samodzielnie z niego wychodzić. 
Szafa / komoda - osobiście stawiam na komodę , bo w szufladach łatwiej rozmieścić ubranka. U małych dzieci mało jest rzeczy, które powinny wisieć na wieszakach. Fajnie sprawdzają się też separatory, pojemniki w których możemy posegregować rzeczy.
Przewijak - może być wmontowany w komodę, może być w formie przewoźnej (półki + miejsce do przewijania na kółkach) oraz jako samodzielny element. Za pierwszym razem zdecydowaliśmy się na przewoźny przewijak z wmontowaną wanienką za miliony monet. Uważam, że nie było to warte swoich pieniędzy , a kosztowało niemało. Zajmuje dużo miejsca, a i tak przeważnie przewijaliśmy dziewczynki na łóżku , na którym kładliśmy je po prostu na tetrowej pieluszce.
Wanienka - z doświadczenia polecę tanią wanienkę z pewnej meblowej sieciówki, której za duży plus uważam silikonowe tłoczenia na dnie, które niwelują poślizg małego ciałka po wanience.
Nożyczki do obcinania paznokci z zaokrąglonym końcem - dostosowane do obcinania malutkich, miękkich paznokci. Uniemożliwiają skaleczenie dziecka.
Preparat do pielęgnacji kikuta - polecam Octanisept, który przyda się też do pielęgnacji rany po porodzie
Sól fizjologiczna oraz waciki jałowe - do przemywania oczu.
Chusteczki nawilżane - na początku warto przemywać pupę wacikiem namoczonym w przegotowanej wodzie, ale mimo wszystko polecam mieć je pod ręką, szczególnie podczas wyjść np. do lekarza.
Miękka szczoteczka do czesania i pielęgnacji skóry głowy
Termometr do kąpieli - na pewno przyda się na początku waszej rodzicielskiej drogi, później wdrożycie metodę na łokieć ;)
Preparat do mycia ciała oraz preparat do mycia głowy - my postawiliśmy na serię Oillan Baby, idealną do pielęgnacji również cery wrażliwej.
Krem do pielęgnacji oraz maść na odparzenia - warto się w nie zabezpieczyć na wszelki wypadek, chociaż nie należy stosować dla zasady w pierwszych dniach życia.
Patyczki do uszu dla niemowląt - z wbudowanym ogranicznikiem.
Aspirator do nosa - z doświadczenia polecam od razu zaopatrzenie się w Katarek, gdyż nieżyt prędzej czy później dosięgnie każdego malucha, a ta forma higieny nosa jest najskuteczniejsza.
Pieluchy jednorazowe - proponuję maks dwa opakowania tzw. jedynek, bo nie wiesz jak długo Wam posłużą. Na pewno dostaniesz też jakieś w wyprawce ze szpitala czy też w formie prezentu.
Ubranka - postawiłabym głównie na pajace rozpinane na całej długości z przodu. oraz body z krótkim rękawem pod spód. Najłatwiej się je zakłada, nie trzeba ściągać całego ubrania aby zmienić pieluszkę. Nie polecam na pierwsze dni body wkładanych przez głowę , bo to niepotrzebny stres zarówno dla dziecka jak i rodzica. Darujcie sobie eleganckie zestawy i tiule, bo pierwsze tygodnie i tak spędzicie głównie w domu. Poza tym nie jest to ani praktyczne ani komfortowe. Wiem, że ciężko nie dać się ponieść chwili i nie zaszaleć widząc te wszystkie cudeńka, ale uwierzcie na słowo, większości nie zdążycie nawet założyć. Proponowałabym też nie szaleć z ilością ubranek w rozmiarze 56-62cm, bo nie wiecie jak duże urodzi się dziecko i czy w ogóle wykorzystacie tak malutkie ubranka. W dzisiejszych czasach możemy wszystko kupić od ręki już po narodzinach.
Niedrapki - obecnie nie są polecane. Ja nie używałam nigdy, chociaż oczywiście kupiłam. Dziecko od początku powinno jednak uczyć się świata dotykiem.
Ręczniki - polecam te w rozmiarze 100x100cm, gdyż mniejsze rozmiary posłużą nam krótko. Koniecznie z kapturem, żeby otulić maluszka po kąpieli.
Pieluchy tetrowe / bambusowe / bawełniane - wedle uznania i zasobności portfela. Na początek poleca 3-4sztuki. Przydadzą się podczas ulewania, przepierania.
Pościel + prześcieradło + ochraniacz na łóżeczko - polecam mieć przynajmniej dwa komplety pościeli oraz prześcieradła, żeby zawsze mieć coś na wypadek nagłego wypadku ;) Warto też zainwestować w przynajmniej dwa nieprzemakalne podkłady na materac. Ochraniacz nie jest według mnie elementem niezbędnym, chociaż częściowo amortyzuje uderzenia, kiedy maluch zaczyna być mobilny.
Kocyki / rożek niemowlęcy - ja osobiście nie jestem zwolenniczką tzw. rożka. Dziewczynki się w nim wierciły, rożek się rozpinał, więcej z tym zachodu niż praktyczności. Uważam, że wygodniej jest zawinąć maluszka w kocyk, a można go też użyć do przykrycia podczas drzemki czy do wózka. Warto mieć dwa, żeby służyły na zmianę. Tutaj także proponuje większe niż te 50x50cm, które posłużą krótko.
Wózek i fotelik samochodowy - pamiętaj, że fotelik jest niezbędny podczas wyjścia ze szpitala.
Płyn do prania i płukania ubranek - na pewno na początku warto prać je w środkach specjalnie dobranych do delikatnej skóry maleństwa.
Bujaczek - uwierzcie na słowo, czasem ratuje życie skołatanym nerwom rodziców. Przydatny, gdy twoja pociecha musi Cię mieć zawsze w zasięgu wzroku, bo czasem jednak trzeba coś zrobić, zjeść, przygotować, no po prostu mieć wolne ręce.
Butelki, podgrzewacze i inne gadżety - proponuję się wstrzymać z tego typu gadżetami przed porodem. Jest duże prawdopodobieństwo, że jeśli będziesz karmić piersią , przez pierwsze kilka miesięcy w ogóle Ci się nie przydadzą.
Smoczek (tzw. uspokajacz) - proponuję najmniejszy dostępny rozmiar i tylko jedna sztuka na początek, bo nie wiadomo, czy Twoje dziecko w ogóle będzie go używać.


Akcesoria dla mamy:

Wkładki laktacyjne - proponuje na początek dwa opakowania, bo nie wiesz jak długo i czy w ogóle będziesz karmić. Dodatkowo nie każda mama musi ich używać, wszystko zależy od tego jak duży jest wyciek pokarmu.
Podkłady poporodowe - na początek także jedno opakowanie, bo nie wiadomo jak długo będziesz krwawić. Takie rzeczy zawsze dostępne są w każdej aptece czy drogerii.
Wkładki poporodowe - proponuje trzy opakowania, niezbędne podczas oczyszczania sie macicy.
Majtki siateczkowe - minimum dwie pary. Niezbędne podczas gojenia się rany poporodowej i oczyszczania. Wymagane w szpitalu.
Biustonosz do karmienia - bez fiszbin, miękki i bawełniany. Przyda Ci się na początku, nawet jeśli docelowo nie będziesz karmić piersią. Przy pełnych piersiach warto, żeby nic Cię nie uwierało, nie uciskało. Na piękne staniki przyjdzie jeszcze czas :)
Płyn do higieny intymnej - polecam z korą z dębu, która ma właściwości łagodzące i przyspiesza gojenie się ran po porodzie naturalnym.
Laktator - warto wstrzymać się z zakupem do porodu, nie wiesz czy i jak długo będziesz karmić piersią i czy będzie przydatny. W razie potrzeby jest możliwość wypożyczania takiego sprzętu lub zakupu w aptekach czy sklepach z akcesoriami dziecięcymi.
Poduszka do karmienia - używałam rzadko, jakoś nie potrafiłam na niej ułożyć dziewczynek tak było to wygodne dla nich i dla mnie. Częściej korzystałam ze zwykłych poduszek, które podkładałam pod rękę.



Zdjęcia od ukochanej Beaty z  Pstryku Pstryk 

Razem z dzieckiem rodzi się strach

Razem z dzieckiem rodzi się strach


Kobiety są dziwnie skonstruowane. Większość z nich ma wbudowany program macierzyństwo. Każdy z unikalnym kodem. Czasem się zacina, czasem wywala totalny error. Ale każda matka z pewnością ma w tym kodzie wpisaną funkcję strach. Ten strach rodzi się w momencie kiedy dowiadujesz się, że w Twoim ciele rośnie nowe życie. I ten strach, czasem całkowicie irracjonalny, pozostanie z Tobą do końca życia.

Wszystko zaczyna się od momentu, w którym nie masz jeszcze absolutnie żadnej kontroli. Siadasz na fotelu i wewnętrznie drżysz do chwili, aż w końcu usłyszysz serduszko. Ten dźwięk brzeczy w uszach długo, nigdy się go nie zapomina. Jeśli wiesz, że wszystko jest dobrze wkładasz to pierwsze zdjęcie swojej iskierki do portfela i dziarsko ruszasz w świat. Krzyczysz do niego, że jesteś obrzydliwie szczęśliwa, że się udało, że będzie Was więcej! A potem drżysz kolejne miesiące. Codziennie. Bo nie wiesz czy z tym małym człowiekiem rosnącym w Tobie jest wszystko w porządku. Nie wiesz czy czegoś nie przeoczysz, nie odczytasz sygnału, zbagatelizujesz. Nie wiesz czy chwila Twojej nieuwagi nie zmieni reszty Twojego życia tak, że nigdy sobie nie wybaczysz.
Boisz się podczas porodu. Boisz się gdy nie słyszysz od razu płaczu. Boisz się gdy nie chce chwycić piersi. Boisz się gdy później płacze dzień i noc.
Martwisz się, czy dajesz z siebie wszystko. Czy to wszystko to dla niego wystarczająco. Kładziesz do łóżeczka, tulisz do snu i czuwasz obok. Zasypiasz, by po chwili obudzić się z przerażeniem. Zaglądasz i kładziesz rękę na malutkiej piersi, by upewnić się że to serduszko które pokochałaś całą sobą wciąż bije. Bije jak dzwon. Spokojnie i beztrosko.
Każdy Twój dzień choć przez chwilę przeszyty jest strachem. Mimowolnie przez głowę przebiegają czarne scenariusze. Może tak stworzyła nas matka natura, by bardziej uczulić nas na sygnały. Strach o zdrowie, strach o życie, strach o wystarczającą ilość poświęconej uwagi, strach o bycie najlepszą wersją matki.
Martwisz się czy ma przyjaciół. Gdy ich ma, martwisz się czy to dobre towarzystwo. Patrzysz jak dorasta i martwisz się czy będzie dobrym człowiekiem. Martwisz się, czy ma wystarczająco twardy tyłek na to, jacy są inni ludzie. Martwisz się czy coś w życiu osiągnie, czy będzie szczęśliwym dorosłym. Przeżywasz miłości i rozstania. Martwisz się czy będzie Ci dane żyć z nim tak długo, jak ono tego potrzebuje. Już zawsze żyjesz jego życiem, bo to także Twoje życie.

Z dzieckiem rodzi się strach. Zagląda nam w oczy każdego dnia. Ten strach daje kopa, pozwala walczyć i przenosić góry. Ten strach nazywa się miłość ❤️


Ps. Kocham wracać do tych kadrów od Pani Woźna

Masz już rok ❤️

Masz już rok ❤️

Za kilka godzin mija rok. Pierwszy rok, w którym po raz drugi nasze życie wywrociło się do góry nogami. Chociaż tym razem z jakąś większą pompą. Mija rok od kiedy moja rodzina stała się pełna. Dokładnie taka jaką sobie wymarzylam. Rok odkąd mam przy swoim boku kochającego męża i dwie cudne, zdrowe córeczki. Oni są moim całym światem. 

Masz już rok ❤️ Mi też minął rok. Rok patrzenia na Ciebie, na ten słodki grymas i uśmiech rozciągający się na rumianych policzkach. Na brzuszek pełen mleczka i błogość w Twoich oczach otoczonych firanką rzęs. Patrzysz na mnie z tą swoją rozbrajającą radością i ufnością.

Zamykam oczy, a pod powiekami pieką mnie wspomnienia. Dotyk Twoich malutkich rączek czule opartych o moją pierś. Ciebie wtulajacej się we mnie cała sobą. Wspomnienie zapachu tej małej główki z słodką czuprynką. Pamiętam każdy, najdrobniejszy szczegół. Za każdy, bez względu na wszystko dziękuję. Jestem wdzięczna za momenty które mi dałaś. Za chwilę gdy byłaś noworodkiem i potrzebowałaś mnie całą dobę. Gdy byłam na każde Twoje kwilenie. Gdy masowałam brzuszek, gdy nie spałam ze strachu, bezsilności czy zmęczenia. Dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w poznawaniu przez Ciebie świata. Każdym zmysłem. Za każdą zjedzoną chusteczkę, oblizaną szybę, rozrzucone zabawki, zbite szklanki. Byłam obok i choć czasem załamywałam ręce, tak naprawdę cieszę się, że mogłam w tym uczestniczyć.
Wiem już, że dzieci są tylko na chwilę. Że tylko przez moment tak bardzo nas potrzebują, tak bezgranicznie nam ufają, bezwarunkowo kochają.

Kochana córeczko w tym szczególnym dniu życzę Ci, aby przez życie prowadziły Cię Anioły. Aby zawsze wskazywały słuszną i najprostszą drogę. Aby pozwalały omijać przeszkody. Życzę Ci aby każdy Twój dzień był wypełniony słońcem i uśmiechem. Aby na twarzy nigdy nie gościł smutek i żal. Życzę Ci Kochanie, abyś nigdy w swoim życiu nie zatraciła tej dziecięcej ufności do świata, odwagi w jego poznawaniu i uporu w dążeniu do celu. Kochanie, niech zawsze każdy kocha Cię tak bardzo, jak my Cię kochamy. Zrobimy dla Ciebie wszystko, co będzie w naszej mocy. Tylko bądź zdrowa i dawaj nam radość do końca naszych dni ❤️

Kochamy Ci nasza Kluseczko, Szogunie, Maluszku, Okruszku, Zuzanko, Laluniu, Serdelku, Ciapko. Kochamy Cię i kochać będziemy zawsze bez względu na wszystko. Wszystkiego najlepszego córeczko!




Tym razem sesja zdjęciową u Mamamarcelka ❤️❤️❤️

Słodkie chorowanie, czyli synbiotyk Diflos Choco w formie czekoladek

Słodkie chorowanie, czyli synbiotyk Diflos Choco w formie czekoladek



Styczeń to dla nas taki dobry i niedobry czas. Dobry, bo wiadomo - urodziła się nasza druga kochana córeczka, chociaż ledwo w tym styczniu się zmieściła 😉 Niedobry, bo niestety to okres chorobowy. Wierzcie bądź nie, ale równo rok po zapaleniu płuc Oliwki wracamy do punktu wyjścia. Czuję się jak w złym śnie i zastanawiam się jak to jest możliwie.

Od dawna staram się wspierać odporność dziewczynek, szczególnie Oliwki która poprzedni rok częściej chorowała niż była zdrowa. Łapie się wielu sposobów. Poprawa jest ogromna, naprawdę większość chorób udaje nam się stłamsić w zarodku i wiem, że można! Niestety teraz choroba w ciągu jednego dnia zaatakowała tak intensywnie, że Oliwka dostała antybiotyk. I wiecie co Wam powiem? Nie jestem ich wrogiem! Czasem mam wrażenie, że przez tą ogólną nagonkę na zbyt częste zalecanie antybiotykoterapii lekarze drżą przed jej wypisaniem i często decydują się na nią za późno. Tak było dokładnie rok temu w naszym przypadku. Skończyło się podwójną dawką antybiotyku - w zastrzykach oraz doustnie. Ledwo udało nam się ustrzec przed szpitalem i to tylko dlatego, że wiedząc, że mam kilkudniowe niemowlę w domu, nasza Pani doktor porostu się nad nami zlitowała. Tak więc, mądry Polak po szkodzie, ale tym razem działam dużo szybciej i mam nadzieję, że do soboty staniemy na nogi, bo czeka nas urodzinowy bal Panny Zuzanny 😊

Chorowanie to trudny czas. Ciężki dla dorosłego człowieka, ale niewiarygodnie trudny dla malucha, który sam nie potrafi sobie absolutnie pomóc. Na osłodę tego ciężkiego czasu, tym  razem skusiłam się na małe oszustwo Oliwki. Ale wszystko w słusznej sprawie!
O czym mówię? A więc drodzy rodzice, matki, ojcowie, babcie, ciocie, wujki - mój mały myk to synbiotyk w formie czekoladek. Jak to mówią wilk syty i owca cała. Tym razem w trakcie antybiotykoterapii podaję Oliwce Diflos Choco. Preparat ten, przeznaczony zarówno dla dzieci powyżej trzeciego roku życia, jak i dla osób dorosłych, pomaga utrzymywać równowagę mikrobiologiczną jelita. Już jedną czekoladka zawiera 1miliard żywych kultur bakterii probiotycznych Bacillus coagulans GBI - 30 oraz inulinę. Dodatkowo wszystko wzbogacone jest o witaminy A, B, C, D, E oraz wapń, cynk, potas, magnes i żelazo. Wszystko to w formie pysznej belgijskiej czekolady z zawartością 55% kakao. Co tu dużo mówić, Oliwka jest zachwycona, A czekoladka to dla niej doskonała nagroda po, delikatnie ujmując, niezbyt smacznym antybiotyku.





W aptece znajdziemy także Diflos krople. Jest to probiotyk w postaci zawiesiny doustnej, którego skład tworzą mikroenkapsulowane żywe kultury bakterii Lactobacillus rhamnosus GG (ATCC 53103). Szczep ten izolowany jest z przewodu pokarmowego człowieka. My ten preparat stosowaliśmy zapobiegawczo przez naszym wakacyjnych wyjazdem do Turcji. Chociaż lecieliśmy z duszą na ramieniu, wiedząc z czym wiąże się ostra jelitówka, to udało się nam wrócić bez choćby drobnego epizodu żołądkowego. Zgodnie z zaleceniem lekarzy stosowaliśmy tego typu środki minimum miesiąc przed wylotem i cały czas już na miejscu. Krople mogły oczywiście przyjmować obie dziewczynki, jak i osoby dorosłe. Wiadomo, smak nie był zachęcający. Nie ma jednak na rynku preparatu, który w tej postaci byłby smaczny. Ten jednak wyróżnia się ceną, bo kosztuje zaledwie kilkanaście złotych, a składem nie odbiega od znanych, aczkolwiek drogich preparatów. Również czekoladki zakupimy w podobnej cenie 😊



Z czekoladowym uśmiechem na ustach walczymy dalej 💪 Oliwka to silna babeczka, więc wierzę, że szybko upora się z tym paskudny choróbskiem!

A jak z odpornością u Waszych maluchów? Wspieracie się m.in. takimi specyfikami?

Typy matek, czyli różne odcienie macierzyństwa

Typy matek, czyli różne odcienie macierzyństwa



Wiecie jak to jest. Jesteś sobie matka. Siedzisz, analizujesz. Przeważnie na kiblu, bo tylko tam ewentualnie masz chwilę dla siebie. Ewentualnie kontemplujesz przed snem. Przeważnie roztrząsasz, analizujesz, rozkładasz swój dzień na czynniki pierwsze. Nie myślisz o tym co zrobiłaś dobrze, ale o tym co dziś spieprzyłaś w swoim macierzyństwie. Myślisz sobie 'Co że mną nie tak?' Zadajesz pytanie 'Czy tylk ja tak mam?' Przyrównujesz się do innych znanych i nieznanych Ci matek. Zatem do brzegu. Oto kilka typów mam 👩‍👧‍👦

#matkaperfekcyjna to typ niemal niedościgniony, ale jakby zaglądający do nas z każdego maminego instaświatka. Otóż osobnik ten budzi się już w pełnym perfekcyjnym makijażu, odstrojona w fatałaszki, które gorliwie oznacza na każdym zdjęciu, bo przecież nawet gotuję w tych tiulach i falbanach. A propo gotowania, to oczywiście bez glutenu, bez laktozy, bez mięsa. Zasadniczo bez. Przynajmniej ona wygląda jakby żyła bez jedzenia. Pręży swe boskie ciało, które co wieczór ćwiczy na siłowni. Ale siłownia to nie jedyna forma aktywności. Ona także w wolnej chwili kolekcjonuje kilometry w Endomondo i ćwiczy na macie z Chodakowską, Lewandowską czy kto tam jest akurat na topie. Ta matka rodziła naturalnie, karmi już trzeci rok i końca nie widać. Brzydzi się plastikiem, więc w idealnym pokoiku jej dziecka widać tylko cudeńka z drewna ułożone równo na półce w kształcie chmurki. Jej roczne dziekco odmienia przez przypadki. Wszystko dzięki temu, że co wieczór czyta mu Dostojewskiego przed snem. Ona udowadnia, że chcieć to móc. Nie popełnia błędów, bo przeczytała wszystkie poradniki dotyczące macierzyństwa. Wozi dziecko tyłem do osiemnastki. Tak trzeba.

#matkazen to człowiek chodząca ostoja spokoju. Nic nie jest w stanie wyprowadzić jej z równowagi. Stoi przy garach cały dzień, gotują co rusz nowe danie swemu niejadkowi, zawsze z uśmiechem na ustach i nadzieją, że wszystko co ugotowała nie trafi fontanną wprost na jej twarz.anawet jeśli, Ona cierpliwie zetrze tą owsiankę orkiszową i podejmie kolejną próbę nakarmienia małego smakosza. Matka ta, nadepnąwszy na rozrzucone Lego nigdy nie rzuci soczystego kurwa. Ba, ona nawet nie musi liczyć do dziesięciu. Nawet gdy jej dziecko wije się niczym jadowita żmija pomiędzy półkami sklepu na B. tylko dla tego, nie dostanie tego luziowego lizaka. Spokój, tylko spokój może nas uratować. Zawsze cierpliwie tłumaczy, pokazuje. Nigdy nie kara.

#matkadopierdalaczka to matka wszystkich matek. Ma jednego młodego osobnika, ale w głębi duszy czuję, jakby wychowała całe przedszkole. Matka ta węszy, szuka, namierza swoją ofiarę. Zapisała się na wszystkie fora madkowe. Włączyła powiadomienia. A dioda w telefonie wciąż miga. 'Jest!!! Ta cizia z nogami do nieba napisała coś o tym, że szczepi. Ohujała. Szczepionki to ZuO. Napiszę jej, że krzywdzi, że naraża dziecko, że tak w ogóle to #tematdlauwagi'
'Oooo chwila chwila, a ta od Zenka z podwórka mówiła, że nie szczepią. Nieno jak tak można! Narażać tak swoje i inne dzieci! Do sanepidu ją! Patologia!'
Przedstawicielka tego gatunku zawsze zapyta #gdzietodzieckomaczapeczke ?!  Posiada wszechstronną wiedzę w każdej dziedzinie życia. Powinna być wielokrotnie habilitowana. Ale w zasadzie po co? Ona sama nadaje sobie tytuły, a hejt w internecie to dla niej sport narodowy. A propo internetów, tu możemy dowiedzieć się o niej najwięcej. Pouczy nas, że #szlachtaniepracuje ale po jej wpisach możemy domniemać, że także #szlachtaniekonczynawetgimnazjum, bo matka Dżesiki posiada niebywałą umiejętność popełnienia sześciu błędów w zdaniu składającym się z dwóch wyrazów.

#matkaluznaguma to osobnik, który ma luz w majtach. Jej dziecko wcina parówkę na śniadanie. Zdarza się, że na obiad, przekąskę i kolacje też. Lubi, to niech ma. Nie umrze od tego. Matka ta na placu zabaw może przeglądać instagramy, bo nie obserwuje cały czas, nie rozkłada ochronnego parasola. Jak dziecko zje trochę piachu nic mu się nie stanie. Krzem krzepi. Nie siedzi na pogotowiu, kiedy maluch włoży palce między drzwi. Następnym razem się nauczy. Jej motto życiowe to 'brudne dziecko to szczęśliwe dziecko' . Jeśli chodzi o dom ma chyba podobne założenie.

#matkapanikara znana jest przede wszystkim na placu zabaw. Nie wypowiada tam niczego innego jak 'Nie liż tego, bo to same zarazki! ', 'Nie biegaj, bo się przewrócisz! ' czy też 'Nie wchodź tam, bo spadniesz! '. Ma swoją pociechę zawsze na oku, najlepiej pod ręką. Zawsze krąży gdzieś w pobliżu niczym helikopter ratunkowy. Wiecznie na posterunku, przewiduje każde czyhające zagrożenie.

#matkanawkurwie to taka matka sfrustrowana. Macierzyństwem, życiem, małżeństwem, sobą. Wkurwia ją jak dziecko płacze, jak nie płacze też. Wkurwia ją, że trzeba wstać i ogarnąć gównioki. Wkurwia ją, że Halyna ma nowe jeansy, a Grażyna uzbierała na wszystkie swieżaki. Wkurwia ją, że Zosia z instagrama dostała nowy wózek do reklamowania. Wkurwia ją, bo jej z nieba nie kapie, a taka to wszystko ma i jeszcze za darmo dostaje. Wkurwia ją, że mimo, że żre tony ciastków nie jest chuda jak szwagierka koleżanki sąsiadki z czwartego piętra z trzeciego bloku po lewej. Zasadniczo wszystko ją wkurwia.

#matkanieogarniam to w sumie trochę ja. Wiecznie o czymś zapomina. Zorientuje się, że zużyła ostatniego pampersa, kiedy dziekco zrobi piąta kupę tego dnia, a w szafie ujrzy puste opakowanie. To matka zmęczona. Otwierając oko po całej nocy snu już wstaje ledwo żywa. Jest to osobnik, który ma wypisane na twarzy 'nie mów do mnie przed pierwszą kawą'. To matka wiecznie biegająca gdzieś pomiędzy układaniem wieży z klocków, a mieszkaniem zupy. Łokciem. Raz serwuje eko pierogi hand made, by następnego dnia uraczyć towarzystwo pizza z zamrażalki. Ów egzemplarz czasem zrobi trzy skłony i poczuje się jak bogini, by zaraz pożreć całe ptasie mleczko. To matka, która wie, że popełnia wychowawcze błędy, ale popełnia je cały czas. Nie z premedytacją. Co to, to nie. To matka która co wieczór obiecuję sobie, że będzie lepsza. Ale kolejnego dnia znów dostaje plaskacza od życia. Matka która nakrzyczy, by zaraz utulić i przepraszać. Matka, która zadaje sobie pytanie 'kto mnie kurwa na to wszystko namówił?!' jednocześnie nie wyobrażając sobie już innego życia. To taka matka nieidealna.

A Ty jakim typem matki jesteś?


Jeden z moich ulubionych kadrów od Pani Woźna ❤️

Sio chorobo - czyli jak wspieram odporność swojego dziecka

Sio chorobo - czyli jak wspieram odporność swojego dziecka



Nowy rok, nowe życie. Dla nas tak było w poprzednim. Styczeń przyniósł nam ukochaną Zuzankę w prezencie, a nasze życie zmieniło się diametralnie. Ba, ono wywrociło się do góry nogami.
Jak zapewne większość z Was pamięta, ten szczęśliwy czas, dla nas był bardzo trudny. Zbiegł się z ciągłym chorowaniem Oliwki, a to absolutnie nie pomogło się jej zaadaptować w nowej sytuacji. Te chwile dały nam tak popalić, że postanowiłam, że zrobię wszystko aby w tym okresie jesienno-zimowym nie powróciły.

Długo zastanawiałam się jak wygrać w tej nierównej walce odporności. Doskonale pamiętała jak po miesiącu chorowania młoda wracała na kilka dni i zabawa zaczynała się od początku. Przy małej Zuzi nie mogłam na to ponownie pozwolić. Dla nas najważniejsza była suplementacja oraz szczepionka na odporność. Jeśli chodzi o to pierwsze, to postawiłam między innymi na smak dzieciństwa. No bo, niech pierwszy podniesie rękę ten, kto nie wyjadał palcem proszku prosto z saszetki. O czym mówię? Oczywiście o VisolVit Junior. Choć nowa odsłona i to w dwóch smakach, to jednak wszystko jakby to samo. Aż łza się w oku kręci 😉

No ale tak całkiem serio, to ten pyszny, musujący proszek to po prostu suplement diety zawierający kompleksowy, dzienny zestaw witamin i minerałów dla dzieci powyżej 3lat. Preparat zawiera zarówno Wit D potrzebną do prawidłowego wzrostu, rozwoju kości i zębów, ale także wspomagającą odporność, jak i Wit B wspomagającą pracę mózgu i układu odpornościowego oraz Wit A która wspomaga wzrok.
Produkt dostępny jest w dwóch wersjach smakowych VisolVit Junior Orange (10saszetek) oraz VisolVit Junior Truskawka (30saszetek). Dobrze, że konfiguracja jest taka, bo u nas stanowczo smakiem wygrywa truskawka, którą Oliwka mogłaby pić non stop i którą woła tuż po przebudzeniu 😊

I wiecie co? Powiem Wam na ucho, ale tak cichutko, żeby Oliwka nie usłyszała, że na szczęście jest dużo lepiej! Nie powiem, że nie chorujemy w ogóle. Oczywiście, zdarza się. Ale to takie mikro przeziębienia, gdzie Oliwka następnego dnia znów może zdobywać świat. I wszystkim jakby żyje się lepiej. Dlatego, jeśli ktokolwiek zastanawia się czy warto robić cokolwiek w kierunku wzmocnienia odporności, ja stanowczo powiem, że warto. Ba, nawet trzeba!

To piszę ja, zakatarzona Sandra 😂 Chyba najwyższy czas pomyśleć też o sobie 😉

______________________________
VisolVit Junior - suplementy diety firmy Angelini