Masz już rok ❤️

Masz już rok ❤️

Za kilka godzin mija rok. Pierwszy rok, w którym po raz drugi nasze życie wywrociło się do góry nogami. Chociaż tym razem z jakąś większą pompą. Mija rok od kiedy moja rodzina stała się pełna. Dokładnie taka jaką sobie wymarzylam. Rok odkąd mam przy swoim boku kochającego męża i dwie cudne, zdrowe córeczki. Oni są moim całym światem. 

Masz już rok ❤️ Mi też minął rok. Rok patrzenia na Ciebie, na ten słodki grymas i uśmiech rozciągający się na rumianych policzkach. Na brzuszek pełen mleczka i błogość w Twoich oczach otoczonych firanką rzęs. Patrzysz na mnie z tą swoją rozbrajającą radością i ufnością.

Zamykam oczy, a pod powiekami pieką mnie wspomnienia. Dotyk Twoich malutkich rączek czule opartych o moją pierś. Ciebie wtulajacej się we mnie cała sobą. Wspomnienie zapachu tej małej główki z słodką czuprynką. Pamiętam każdy, najdrobniejszy szczegół. Za każdy, bez względu na wszystko dziękuję. Jestem wdzięczna za momenty które mi dałaś. Za chwilę gdy byłaś noworodkiem i potrzebowałaś mnie całą dobę. Gdy byłam na każde Twoje kwilenie. Gdy masowałam brzuszek, gdy nie spałam ze strachu, bezsilności czy zmęczenia. Dziękuję za to, że mogłam uczestniczyć w poznawaniu przez Ciebie świata. Każdym zmysłem. Za każdą zjedzoną chusteczkę, oblizaną szybę, rozrzucone zabawki, zbite szklanki. Byłam obok i choć czasem załamywałam ręce, tak naprawdę cieszę się, że mogłam w tym uczestniczyć.
Wiem już, że dzieci są tylko na chwilę. Że tylko przez moment tak bardzo nas potrzebują, tak bezgranicznie nam ufają, bezwarunkowo kochają.

Kochana córeczko w tym szczególnym dniu życzę Ci, aby przez życie prowadziły Cię Anioły. Aby zawsze wskazywały słuszną i najprostszą drogę. Aby pozwalały omijać przeszkody. Życzę Ci aby każdy Twój dzień był wypełniony słońcem i uśmiechem. Aby na twarzy nigdy nie gościł smutek i żal. Życzę Ci Kochanie, abyś nigdy w swoim życiu nie zatraciła tej dziecięcej ufności do świata, odwagi w jego poznawaniu i uporu w dążeniu do celu. Kochanie, niech zawsze każdy kocha Cię tak bardzo, jak my Cię kochamy. Zrobimy dla Ciebie wszystko, co będzie w naszej mocy. Tylko bądź zdrowa i dawaj nam radość do końca naszych dni ❤️

Kochamy Ci nasza Kluseczko, Szogunie, Maluszku, Okruszku, Zuzanko, Laluniu, Serdelku, Ciapko. Kochamy Cię i kochać będziemy zawsze bez względu na wszystko. Wszystkiego najlepszego córeczko!




Tym razem sesja zdjęciową u Mamamarcelka ❤️❤️❤️

Słodkie chorowanie, czyli synbiotyk Diflos Choco w formie czekoladek

Słodkie chorowanie, czyli synbiotyk Diflos Choco w formie czekoladek



Styczeń to dla nas taki dobry i niedobry czas. Dobry, bo wiadomo - urodziła się nasza druga kochana córeczka, chociaż ledwo w tym styczniu się zmieściła 😉 Niedobry, bo niestety to okres chorobowy. Wierzcie bądź nie, ale równo rok po zapaleniu płuc Oliwki wracamy do punktu wyjścia. Czuję się jak w złym śnie i zastanawiam się jak to jest możliwie.

Od dawna staram się wspierać odporność dziewczynek, szczególnie Oliwki która poprzedni rok częściej chorowała niż była zdrowa. Łapie się wielu sposobów. Poprawa jest ogromna, naprawdę większość chorób udaje nam się stłamsić w zarodku i wiem, że można! Niestety teraz choroba w ciągu jednego dnia zaatakowała tak intensywnie, że Oliwka dostała antybiotyk. I wiecie co Wam powiem? Nie jestem ich wrogiem! Czasem mam wrażenie, że przez tą ogólną nagonkę na zbyt częste zalecanie antybiotykoterapii lekarze drżą przed jej wypisaniem i często decydują się na nią za późno. Tak było dokładnie rok temu w naszym przypadku. Skończyło się podwójną dawką antybiotyku - w zastrzykach oraz doustnie. Ledwo udało nam się ustrzec przed szpitalem i to tylko dlatego, że wiedząc, że mam kilkudniowe niemowlę w domu, nasza Pani doktor porostu się nad nami zlitowała. Tak więc, mądry Polak po szkodzie, ale tym razem działam dużo szybciej i mam nadzieję, że do soboty staniemy na nogi, bo czeka nas urodzinowy bal Panny Zuzanny 😊

Chorowanie to trudny czas. Ciężki dla dorosłego człowieka, ale niewiarygodnie trudny dla malucha, który sam nie potrafi sobie absolutnie pomóc. Na osłodę tego ciężkiego czasu, tym  razem skusiłam się na małe oszustwo Oliwki. Ale wszystko w słusznej sprawie!
O czym mówię? A więc drodzy rodzice, matki, ojcowie, babcie, ciocie, wujki - mój mały myk to synbiotyk w formie czekoladek. Jak to mówią wilk syty i owca cała. Tym razem w trakcie antybiotykoterapii podaję Oliwce Diflos Choco. Preparat ten, przeznaczony zarówno dla dzieci powyżej trzeciego roku życia, jak i dla osób dorosłych, pomaga utrzymywać równowagę mikrobiologiczną jelita. Już jedną czekoladka zawiera 1miliard żywych kultur bakterii probiotycznych Bacillus coagulans GBI - 30 oraz inulinę. Dodatkowo wszystko wzbogacone jest o witaminy A, B, C, D, E oraz wapń, cynk, potas, magnes i żelazo. Wszystko to w formie pysznej belgijskiej czekolady z zawartością 55% kakao. Co tu dużo mówić, Oliwka jest zachwycona, A czekoladka to dla niej doskonała nagroda po, delikatnie ujmując, niezbyt smacznym antybiotyku.





W aptece znajdziemy także Diflos krople. Jest to probiotyk w postaci zawiesiny doustnej, którego skład tworzą mikroenkapsulowane żywe kultury bakterii Lactobacillus rhamnosus GG (ATCC 53103). Szczep ten izolowany jest z przewodu pokarmowego człowieka. My ten preparat stosowaliśmy zapobiegawczo przez naszym wakacyjnych wyjazdem do Turcji. Chociaż lecieliśmy z duszą na ramieniu, wiedząc z czym wiąże się ostra jelitówka, to udało się nam wrócić bez choćby drobnego epizodu żołądkowego. Zgodnie z zaleceniem lekarzy stosowaliśmy tego typu środki minimum miesiąc przed wylotem i cały czas już na miejscu. Krople mogły oczywiście przyjmować obie dziewczynki, jak i osoby dorosłe. Wiadomo, smak nie był zachęcający. Nie ma jednak na rynku preparatu, który w tej postaci byłby smaczny. Ten jednak wyróżnia się ceną, bo kosztuje zaledwie kilkanaście złotych, a składem nie odbiega od znanych, aczkolwiek drogich preparatów. Również czekoladki zakupimy w podobnej cenie 😊



Z czekoladowym uśmiechem na ustach walczymy dalej 💪 Oliwka to silna babeczka, więc wierzę, że szybko upora się z tym paskudny choróbskiem!

A jak z odpornością u Waszych maluchów? Wspieracie się m.in. takimi specyfikami?

Typy matek, czyli różne odcienie macierzyństwa

Typy matek, czyli różne odcienie macierzyństwa



Wiecie jak to jest. Jesteś sobie matka. Siedzisz, analizujesz. Przeważnie na kiblu, bo tylko tam ewentualnie masz chwilę dla siebie. Ewentualnie kontemplujesz przed snem. Przeważnie roztrząsasz, analizujesz, rozkładasz swój dzień na czynniki pierwsze. Nie myślisz o tym co zrobiłaś dobrze, ale o tym co dziś spieprzyłaś w swoim macierzyństwie. Myślisz sobie 'Co że mną nie tak?' Zadajesz pytanie 'Czy tylk ja tak mam?' Przyrównujesz się do innych znanych i nieznanych Ci matek. Zatem do brzegu. Oto kilka typów mam 👩‍👧‍👦

#matkaperfekcyjna to typ niemal niedościgniony, ale jakby zaglądający do nas z każdego maminego instaświatka. Otóż osobnik ten budzi się już w pełnym perfekcyjnym makijażu, odstrojona w fatałaszki, które gorliwie oznacza na każdym zdjęciu, bo przecież nawet gotuję w tych tiulach i falbanach. A propo gotowania, to oczywiście bez glutenu, bez laktozy, bez mięsa. Zasadniczo bez. Przynajmniej ona wygląda jakby żyła bez jedzenia. Pręży swe boskie ciało, które co wieczór ćwiczy na siłowni. Ale siłownia to nie jedyna forma aktywności. Ona także w wolnej chwili kolekcjonuje kilometry w Endomondo i ćwiczy na macie z Chodakowską, Lewandowską czy kto tam jest akurat na topie. Ta matka rodziła naturalnie, karmi już trzeci rok i końca nie widać. Brzydzi się plastikiem, więc w idealnym pokoiku jej dziecka widać tylko cudeńka z drewna ułożone równo na półce w kształcie chmurki. Jej roczne dziekco odmienia przez przypadki. Wszystko dzięki temu, że co wieczór czyta mu Dostojewskiego przed snem. Ona udowadnia, że chcieć to móc. Nie popełnia błędów, bo przeczytała wszystkie poradniki dotyczące macierzyństwa. Wozi dziecko tyłem do osiemnastki. Tak trzeba.

#matkazen to człowiek chodząca ostoja spokoju. Nic nie jest w stanie wyprowadzić jej z równowagi. Stoi przy garach cały dzień, gotują co rusz nowe danie swemu niejadkowi, zawsze z uśmiechem na ustach i nadzieją, że wszystko co ugotowała nie trafi fontanną wprost na jej twarz.anawet jeśli, Ona cierpliwie zetrze tą owsiankę orkiszową i podejmie kolejną próbę nakarmienia małego smakosza. Matka ta, nadepnąwszy na rozrzucone Lego nigdy nie rzuci soczystego kurwa. Ba, ona nawet nie musi liczyć do dziesięciu. Nawet gdy jej dziecko wije się niczym jadowita żmija pomiędzy półkami sklepu na B. tylko dla tego, nie dostanie tego luziowego lizaka. Spokój, tylko spokój może nas uratować. Zawsze cierpliwie tłumaczy, pokazuje. Nigdy nie kara.

#matkadopierdalaczka to matka wszystkich matek. Ma jednego młodego osobnika, ale w głębi duszy czuję, jakby wychowała całe przedszkole. Matka ta węszy, szuka, namierza swoją ofiarę. Zapisała się na wszystkie fora madkowe. Włączyła powiadomienia. A dioda w telefonie wciąż miga. 'Jest!!! Ta cizia z nogami do nieba napisała coś o tym, że szczepi. Ohujała. Szczepionki to ZuO. Napiszę jej, że krzywdzi, że naraża dziecko, że tak w ogóle to #tematdlauwagi'
'Oooo chwila chwila, a ta od Zenka z podwórka mówiła, że nie szczepią. Nieno jak tak można! Narażać tak swoje i inne dzieci! Do sanepidu ją! Patologia!'
Przedstawicielka tego gatunku zawsze zapyta #gdzietodzieckomaczapeczke ?!  Posiada wszechstronną wiedzę w każdej dziedzinie życia. Powinna być wielokrotnie habilitowana. Ale w zasadzie po co? Ona sama nadaje sobie tytuły, a hejt w internecie to dla niej sport narodowy. A propo internetów, tu możemy dowiedzieć się o niej najwięcej. Pouczy nas, że #szlachtaniepracuje ale po jej wpisach możemy domniemać, że także #szlachtaniekonczynawetgimnazjum, bo matka Dżesiki posiada niebywałą umiejętność popełnienia sześciu błędów w zdaniu składającym się z dwóch wyrazów.

#matkaluznaguma to osobnik, który ma luz w majtach. Jej dziecko wcina parówkę na śniadanie. Zdarza się, że na obiad, przekąskę i kolacje też. Lubi, to niech ma. Nie umrze od tego. Matka ta na placu zabaw może przeglądać instagramy, bo nie obserwuje cały czas, nie rozkłada ochronnego parasola. Jak dziecko zje trochę piachu nic mu się nie stanie. Krzem krzepi. Nie siedzi na pogotowiu, kiedy maluch włoży palce między drzwi. Następnym razem się nauczy. Jej motto życiowe to 'brudne dziecko to szczęśliwe dziecko' . Jeśli chodzi o dom ma chyba podobne założenie.

#matkapanikara znana jest przede wszystkim na placu zabaw. Nie wypowiada tam niczego innego jak 'Nie liż tego, bo to same zarazki! ', 'Nie biegaj, bo się przewrócisz! ' czy też 'Nie wchodź tam, bo spadniesz! '. Ma swoją pociechę zawsze na oku, najlepiej pod ręką. Zawsze krąży gdzieś w pobliżu niczym helikopter ratunkowy. Wiecznie na posterunku, przewiduje każde czyhające zagrożenie.

#matkanawkurwie to taka matka sfrustrowana. Macierzyństwem, życiem, małżeństwem, sobą. Wkurwia ją jak dziecko płacze, jak nie płacze też. Wkurwia ją, że trzeba wstać i ogarnąć gównioki. Wkurwia ją, że Halyna ma nowe jeansy, a Grażyna uzbierała na wszystkie swieżaki. Wkurwia ją, że Zosia z instagrama dostała nowy wózek do reklamowania. Wkurwia ją, bo jej z nieba nie kapie, a taka to wszystko ma i jeszcze za darmo dostaje. Wkurwia ją, że mimo, że żre tony ciastków nie jest chuda jak szwagierka koleżanki sąsiadki z czwartego piętra z trzeciego bloku po lewej. Zasadniczo wszystko ją wkurwia.

#matkanieogarniam to w sumie trochę ja. Wiecznie o czymś zapomina. Zorientuje się, że zużyła ostatniego pampersa, kiedy dziekco zrobi piąta kupę tego dnia, a w szafie ujrzy puste opakowanie. To matka zmęczona. Otwierając oko po całej nocy snu już wstaje ledwo żywa. Jest to osobnik, który ma wypisane na twarzy 'nie mów do mnie przed pierwszą kawą'. To matka wiecznie biegająca gdzieś pomiędzy układaniem wieży z klocków, a mieszkaniem zupy. Łokciem. Raz serwuje eko pierogi hand made, by następnego dnia uraczyć towarzystwo pizza z zamrażalki. Ów egzemplarz czasem zrobi trzy skłony i poczuje się jak bogini, by zaraz pożreć całe ptasie mleczko. To matka, która wie, że popełnia wychowawcze błędy, ale popełnia je cały czas. Nie z premedytacją. Co to, to nie. To matka która co wieczór obiecuję sobie, że będzie lepsza. Ale kolejnego dnia znów dostaje plaskacza od życia. Matka która nakrzyczy, by zaraz utulić i przepraszać. Matka, która zadaje sobie pytanie 'kto mnie kurwa na to wszystko namówił?!' jednocześnie nie wyobrażając sobie już innego życia. To taka matka nieidealna.

A Ty jakim typem matki jesteś?


Jeden z moich ulubionych kadrów od Pani Woźna ❤️

Sio chorobo - czyli jak wspieram odporność swojego dziecka

Sio chorobo - czyli jak wspieram odporność swojego dziecka



Nowy rok, nowe życie. Dla nas tak było w poprzednim. Styczeń przyniósł nam ukochaną Zuzankę w prezencie, a nasze życie zmieniło się diametralnie. Ba, ono wywrociło się do góry nogami.
Jak zapewne większość z Was pamięta, ten szczęśliwy czas, dla nas był bardzo trudny. Zbiegł się z ciągłym chorowaniem Oliwki, a to absolutnie nie pomogło się jej zaadaptować w nowej sytuacji. Te chwile dały nam tak popalić, że postanowiłam, że zrobię wszystko aby w tym okresie jesienno-zimowym nie powróciły.

Długo zastanawiałam się jak wygrać w tej nierównej walce odporności. Doskonale pamiętała jak po miesiącu chorowania młoda wracała na kilka dni i zabawa zaczynała się od początku. Przy małej Zuzi nie mogłam na to ponownie pozwolić. Dla nas najważniejsza była suplementacja oraz szczepionka na odporność. Jeśli chodzi o to pierwsze, to postawiłam między innymi na smak dzieciństwa. No bo, niech pierwszy podniesie rękę ten, kto nie wyjadał palcem proszku prosto z saszetki. O czym mówię? Oczywiście o VisolVit Junior. Choć nowa odsłona i to w dwóch smakach, to jednak wszystko jakby to samo. Aż łza się w oku kręci 😉

No ale tak całkiem serio, to ten pyszny, musujący proszek to po prostu suplement diety zawierający kompleksowy, dzienny zestaw witamin i minerałów dla dzieci powyżej 3lat. Preparat zawiera zarówno Wit D potrzebną do prawidłowego wzrostu, rozwoju kości i zębów, ale także wspomagającą odporność, jak i Wit B wspomagającą pracę mózgu i układu odpornościowego oraz Wit A która wspomaga wzrok.
Produkt dostępny jest w dwóch wersjach smakowych VisolVit Junior Orange (10saszetek) oraz VisolVit Junior Truskawka (30saszetek). Dobrze, że konfiguracja jest taka, bo u nas stanowczo smakiem wygrywa truskawka, którą Oliwka mogłaby pić non stop i którą woła tuż po przebudzeniu 😊

I wiecie co? Powiem Wam na ucho, ale tak cichutko, żeby Oliwka nie usłyszała, że na szczęście jest dużo lepiej! Nie powiem, że nie chorujemy w ogóle. Oczywiście, zdarza się. Ale to takie mikro przeziębienia, gdzie Oliwka następnego dnia znów może zdobywać świat. I wszystkim jakby żyje się lepiej. Dlatego, jeśli ktokolwiek zastanawia się czy warto robić cokolwiek w kierunku wzmocnienia odporności, ja stanowczo powiem, że warto. Ba, nawet trzeba!

To piszę ja, zakatarzona Sandra 😂 Chyba najwyższy czas pomyśleć też o sobie 😉

______________________________
VisolVit Junior - suplementy diety firmy Angelini