Magiczny czas ✨

Magiczny czas ✨

Wiecie jak to jest. Święta, koniec roku i jeszcze ta pogoda za oknem. Siedzisz w tych czterech ścianach i masz za dużo czasu na własne myśli. Ale może to i lepiej. Masz czas, żeby przyjrzeć się nieco z boku. Sobie. Swoim bliskim. Swojemu życiu. Wnioski nie zawsze są miłe i często dają pstryczka w nos. Ale często też dają kopa.

Zastanawiałyście się co w życiu macie? Nie mówię tu o domu, samochodzie czy nowych parach kozaczków, tak bardzo pożądanych od kiedy zobaczyłaś je u jednej z influencerek. Bez tego da się żyć. Ale są rzeczy bez których nie można. I to dosłownie.

Kiedy zderzasz się z cudzą rzeczywistością pełna bólu i cierpienia wiesz, że wygrałaś wszystko. Widzisz rodziców nie potrafiących już płakać nad łóżkiem swoich dzieci. Tych którzy nie mają siły walczyć z kolejnym dniem. Widzisz kobietę, która nie wie jak żyć, kiedy po latach zostaje bez ukochanego przy boku. Widzisz ludzi, dla których ciepła zupa to danie równie wykwintne co obiad w restauracji z gwiazdką Michelin. Ty wiesz, że wygrałaś zdrowie dla siebie i swoich bliskich. Wygrałaś ich życie. Wygrałaś wszystkie wspólne momenty. Te dobre, piękne i rozczulające. Ale też  ciężkie, uczące pokory do życia. Wszystko dzieje się po coś. Wiem, ciężko to dostrzec w chwilach kiedy rzeczywistość totalnie Cię przytłacza, ale z perspektywy czasu, zawsze możemy to w ten sposób ocenić.

To będą dla mnie wyjątkowe święta. Z dwóch powodów. Pierwszym jest oczywiście fakt, że jesteśmy już rodziną 2+2 i ten magiczny czas spędzimy w powiększonym składzie. Pierwsze święta Zuzi, zawsze wzruszające i przyprawiające o drżenie serca.
Ale w tym roku będą to też pierwsze święta bez mojego ukochanego dziadka. Dziadka z którym spacerując promenadą w Ustce wsuwaliśmy tonę lodów. Tego, który przepuścił dla mnie na maszynach pół wypłaty, kiedy na wspólnych wakacjach umyśliłam sobie w głowie, że chce z nich wygrać maskotkę. Mojego dzidziusia z wąsem i dużym brzuchem, tak pociesznego w swoim jestestwie.

To oczywiście smutne święta. Ale cieszę się, że te ostatnie udało nam się spędzić razem. Cieszę się, że udało mi się przytulić go na pożegnanie. Że mógł mnie złapać za rękę, tak wymownie mówiąc mi do zobaczenia. Cieszę się, że on czerpał z tych swoich ostatnich chwil maksymalnie ile był w stanie.

Dlatego wiem, że z życia trzeba czerpać garściami. Cieżko czasem dostrzec z czego można czerpać. Ale w każdej sytuacji znajdziemy iskrę tlącą się gdzieś w tle.

Dla znaczącej większości rzeczy banalne i oczywiste, są nieosiągaln marzeniem. Pamiętajcie o tym siadając przy wigilijnym stole także z tymi, z którymi niekoniecznie macie ochotę podać sobie rękę. W przyszłym roku na ten gest może być za późno. Życie nie jest tego warte.

'Karmisz? Nie - głodzę!' Czyli słów kilka o karmieniu piersią.

'Karmisz? Nie - głodzę!' Czyli słów kilka o karmieniu piersią.


I możecie mówić co chcecie, dla mnie to kwintesencja mojego macierzyństwa. Nie ma dla mnie piękniejszego momentu. Dla mnie. To chwila absolutnego wyciszenia. Totalnie nasza chwila.
.
Słowo klucz - dla mnie!
Każda mama karmi jak chce, potrafi, może. To nasz indywidualny wybór, splot zdarzeń. Nasze droga, z której absolutnie nikomu nie musimy się tłumaczyć. I absolutnie rozumiem oburzenie matek karmiących butelką na formy presji, nacisku, hejtu w ich stronę. Też poczułabym się dotknięta.

Nie zapominajmy jednak o drugiej stronie medalu. O matka  karmiących piersią. O tych, które muszą walczyć z mitami, pytaniami, wyrzutami.
Ile razy my matki karmiące piersią musiałyśmy odpowiadać na głupie pytania. A czy ona się najada? Może jest głodna, bo masz za słabe mleko? Czy ona nie powinna już pić z butelki, to Twoje mleko nie ma żadnej wartości?
Ile razy słyszałyśmu oskarżenia. Czemu ona tak płacze, pewnie coś zjadłaś?! Ta wysypka to pewnie po tym Twoim jedzeniu, mówiłam, że nie powinnaś! Sushi przy karmieniu? Truskawki? Przykryłabyś się trochę, nie każdy chce oglądać Twoje cycki. To niesmaczne, obrzydliwe. Od tego karmienia zęby jej się będą psuły i wadę zgryzu będzie mieć, zobaczysz.

Naprawdę, my matki karmiące piersią nie żyjemy w sielance i oderwaniu od rzeczywistości. Nie przyjmujemy na każdym kroku gratulacji  i słów uznania. Tak jak każda inna matka, niezależnie od sposobu karmienia, spotykamy się z hejtem, musimy się tłumaczyć, kajać. Walczymy z bólem, zmęczeniem, wyrzutami sumienia kiedy czasem zwyczajnie mamy tego dość.

Dla mnie to chore, że którakolwiek ze stron musi się tłumaczyć z tego, że jej dziecko ma pełny brzuszek, że dba o nie najlepiej jak potrafi, że wszystko robi z troski i miłości. Społecznie dojrzejmy w końcu do tego, że każdy rodzic ma prawo wyboru. Własnego wyboru w kwestii karmienia, wychowania, ubierania. Wszystkim będzie żyło się lepiej, jeśli nikt nie będzie wchodził nieproszony z buciorami w cudze życie.
Amen.

Zdjęcie od piekielnie zdolnej http://paniwoznafotografia.pl/

Świąteczne pierniczki

Świąteczne pierniczki

Każdy ma swoje świąteczne rytuały. U mnie od kilku lat nieodłącznym świątecznym elementem są zawsze pierniki. Zawsze z tego samego, niezawodnego przepisu. Zawsze w ilości hurtowej.

W tym roku jednak są one wyjątkowe, bo pomagał mi mały Elf-bałaganiaż  ❤️





SKŁADNIKI:
* 2 szklanki mąki
* 2 łyżki miodu
* 3/4 szklanki cukru
* 1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
* 1/2 paczki przyprawy piernikowej
* 1 łyżka masła
* 1 średnie jajko (dodatkowe do smarowania pierników)
* 1/3 szklanki ciepłego mleka

PRZYGOTOWANIE :
* Mąkę przesiać na stolnice, wlać rozpuszcony i gorący miód, a następnie wymieszać (najlepiej nożem). Ciągle siekając dodawać kolejno cukier, przyprawę do piernika oraz sodę oczyszczoną. Po przestygnięciu masy dodać masło i jajko.
* Dolewając do masy po jednej łyżce mleka, stopniowo zagniatać ciasto, aż będzie gęste i średnio twarde. W konsystencji ciasto powinno przypominać ciasto kruche. Może się zdarzyć, że nie wykorzystamy całej porcji mleka, aby ciasto nie było za rzadkie. Ciasto należy wyrabiać przez około 10 minut, do momentu, aż będzie gładkie.
* Ciasto rozwałkować na stolnicy posypanej maką, grubość maksymalnie 1cm (ja robię o grubości około 0.5cm). Wycięte pierniki posmarować rozbełtanym jajkiem i ułożyć na ruszcie wyłożonym papierem do pieczenia.
* Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C (góra-dół, bez termoobiegu) przez około 10-15minut w zależności od grubości.

Pierniki są miękkie zaraz po upieczeniu, później robią się twarde. Ponownie miękną w terminie 1-4tygodni. Aby przyspieszyć proces, do pojemnika w którym trzymamy pierniki należy dodać kawałki jabłka.





Ale u mnie jak widać, pierniki raczej nie doczekają tego terminu 😂


Kiedy macierzyństwo bywa trudne, czyli moje początki jako #mamadwojki

Kiedy macierzyństwo bywa trudne, czyli moje początki jako #mamadwojki


Po co to piszę? Bo nie chcę, żebyś czuła się jak ja. Żebyś myślała, że jesteś jedyna. Żebyś nie myślała, że jesteś najgorszą matką na świecie. Żebyś jak ja nie otarła się o depresję.

Narodziny dziecka to piękny czas. Z zasady. Dla nas był szalenie trudny, bo zazębił się z zapaleniem płuc u starszej córki i buntem dwulatka w pakiecie. Takie kombo. Ona wyła, noworodek wył, ja wyłam. Nie - nie płakałyśmy, my wylewałyśmy morze łez. Żadna z nas nie potrafiła się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości. Oczy na zapałki. W domu ogień i siwy dym.
Pamiętam każda nieprzespaną noc. Pamiętam każda scenę frustracji, zazdrości, szału pierwordnej. Kiedy próbowałam komuś o tym powiedzieć czułam, że odbijam się od ściany. Że jestem jedyną, że nie radzę sobie z własnym życiem, które sama na własną prośbę sobie zagotowałam. Ja naprawdę szczerze zdawałam sobie pytanie kto mnie na to namówił. Naprawdę czasem żałowałam, że zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Nie widziałam nadziei na lepsze jutro. Widziałam tylko kolejny dzień który jakoś musiałam przetrwać. 
Pamiętam dokładnie jak wiele żalu miałam do M. za to, że mnie z tym zostawia samą. Że śmie wyjść do pracy. Patrzyłam jak zamykają się za nim drzwi z bólem serca, myśląc o tym, że chociaż on będzie mógł wypić kawę w spokoju. Ba, że będzie mógł się wysikać w spokoju. Byłam pełna poczucia niesprawiedliwości.
Nie miałam siły odpowiadać na pytanie czy naprawdę jest aż tak źle. Dla mnie wtedy było najgorzej. Czułam, że ludzie widzą we mnie jedynie sfrustrowaną matkę, która wiecznie narzeka, a to jeszcze bardziej wpedzało mnie w poczucie winy, nerwice. Patrzyłam na te wszystkie szczęśliwe matki, które tak jak ja dopiero co urodziły drugie dziecko z podobną różnicą wieku i zastanawiałam się co jest z nami nie tak. W którym miejscu popełniliśmy błąd. Nie potrafiłam na to pytanie odpowiedzieć. Do dziś nie potrafię.

To był sprawdzian dla mnie jako matki, partnerki, kobiety. Przetrwaliśmy to jakoś, ale otarliśmy się o klęskę. Do dziś jeszcze otrzepujemy kolana i nie mogę powiedzieć, że idziemy przez życie zawsze z uśmiechem na ustach. Ale idziemy raźniej i wspólnie.

I na koniec powiem Ci tylko, że nikt tego nie zrozumie. Nikt kto nie przeszedł tego co Ty. Wiem to po ostatnich rozmowach z matkami o podobnych przejściach. Bo tak jest nas więcej! I wiem też, że nic nie oczyszcza tak jak rozmowa z taką właśnie mamą. Jeśli potrzebujesz się wygadać, wal jak w dym!



Ps. Na osłodę tych trudnych wspomnień kilka pięknych kadrów od mojej kochanej Beaty. Koniecznie zajrzyjcie https://pstrykupstryk.pl/ ❤️


Bądź jak mężczyzna, wrzuć na luz kobieto!


Zastanawiałaś się kiedyś czemu tak jest - czemu my kobiety, matki zawsze chcemy więcej? Dlaczego często czujemy, że nie dalyśmy rady, poniosłyśmy wychowawczą klęskę? Czemu chcemy wciąż być lepsze i próbujemy osiągnąć nigdy nie osiągalny ideał? Zastanawiałaś się, czemu mamy wyrzuty sumienia z powodu brudnych garów w zlewie, okien które nie przepuszczają już światła słonecznego?

Czy pomyślałaś kiedyś, czemu wychodząc z domu w swojej głowie układasz kilka scenariuszy tego, co może się dziać kiedy nie będzie Cię lata świetlne, czyli całe trzy godziny? Na ten ekstremalnie trudny czas szykujesz swoją ekipę niczym na wojnę. Wychodzisz i co? Dzwonisz sto razy, albo dostajesz setki telefonów. I upewniasz się czy żyją, czy kaszka nie była za ciepła, czy pielucha zmieniona na czas. Musisz o wszystko dopytać, wszystko sprawdzić, wszystko tłumaczyć. Zastanowiłaś się kiedyś nad tym, że Twój partner nigdy tego nie zrobi? Że on nie zadzwoni przypomnieć, żeby sprzątnąć łazienkę i nastawić zupę.

Mężczyźni mają jedną magiczną dla mnie umiejętność, której im szalenie zazdroszczę. Oni potrafią się odciąć. Zamknąć drzwi i zostawić swój kramik, nie myśląc o tym w jakim stanie go zastaną, gdy wrócą do domu.

Próbuje się tego nauczyć, ale zostałam tak osadzona w tych trybikach, że dla mnie to chyba trudniejsze niż dostanie Oscara. Próbuję być idealna, czasem kosztem swoich frustracji, czasem kosztem innych. I nikt nie klepie mnie po ramieniu mówiąc "Super, przetrwałaś ten dzień, a na dodatek tak pięknie przebrałaś jej pieluszkę! Taka żona to skarb, inna by się tak nie poświęcała!" Nie.



Czasem mam wrażenie, że dla nas matek bycie rodzicem to obowiązek, dla mężczyzny miły przywilej. My musimy się spełniać w każdej roli, dawać radę nawet kiedy mamy ochotę krzyczeć. Zauważyłam, że przestałyśmy trochę mieć prawo po prostu nie mieć siły. Musimy przygryźć wargę i walczyć z podniesionym czołem. W dodatku walczyć zawsze z klasą, nie tylko tą mentalną, ale i wizualną. Czemu? Bo inaczej nas ocenią. I nie ocenią nas mężczyźni, co to to nie! Ocenią nas inne kobiety. Wejdą z butami w nasze życie i zdeptają resztki wiary w siebie i w to, że jesteśmy najlepszą wersją siebie.



Chciałabym, abyśmy my kobiety nauczyły się wrzucić na luz. Chciałabym, abyśmy nauczyły się prosić o pomoc. Nie musimy dźwigać wszystkiego same. Chciałabym, abyśmy się przełamały i powiedziały, że dziś nie jesteśmy superbohaterami, a bezbronnymi dziewczynkami, które potrzebują przytulenia. Chciałabym, abyśmy pamiętały, że ten dom i dzieci nie są tylko nasze, babskie. Pamiętajmy, że oni też potrafią posprzątać, pomóc przy dzieciach. I nauczmy ich, że to sprawa naturalna, a nie coś, co robi się na wyraźną prośbę partnera. Otóż to, partnera, bo tkwimy w tym razem! Bądźmy po prostu drużyną i walczymy z tą codziennością ramię w ramię. Walczymy tylko na tyle, na ile mamy na to siły :)

Abrakadabra i jesteś wapniakiem, czyli kultowe teksty mam!

Abrakadabra i jesteś wapniakiem, czyli kultowe teksty mam!



Pamiętasz jak miałaś/miałeś naście lat, a starzy Cię wkurzali? Pamiętasz te wapniakowe teksty o których myślało się 'Ja nigdy nie powiem tego swoim dzieciom'?!
I nagle dopadło Cię rodzicielstwo. Abrakadabra i sam jesteś wapniakiem.
No, przynajmniej ja jestem i już strzelam kultowymi tekstami mamuśki. Boże widzisz i nie grzmisz!

A NIE MÓWIŁAM! - przecież powtarzałaś sto razy swojej dwulatce, żeby nie skakała po kanapie, bo ostatnią rzeczą jaką chciałabyś teraz robić, to spędzać z nią czas na szyciu brody w szpitalu. A ona, nie wiedzieć czemu, nie przewidziała konsekwencji swego frywolnego zachowania.

ZJEDZ CHOCIAŻ MIĘSKO, ZIEMNIAKÓW NIE MUSISZ - przecież mięso krzepi, a JAK NIE BĘDZIESZ JADŁA, TO NIE UROŚNIESZ

LICZĘ DO TRZECH - a później do stu, tysiąca, miliona - a ona nadal ma mnie gdzieś.. Także ten, będę w tym najlepsza. Tylko spokój nas uratuje! 

ILE RAZY MAM CIĘ PROSIĆ / MAM CI TŁUMACZYĆ - nie rób, nie dotykaj, nie wolno, nie bierz, nie jedz tego, nie teraz. Ostatnio mam wrażenie, że co drugie słowo które kieruję do młodej to słowo nie. A tłumaczyć i prosić będę do końca życia. Bezskutecznie. Coś maja po starym haha 😂

ONA JEST MŁODSZA I NIE ROZUMIE - o dżisas, jakże ja tego nienawidziłam. Rola starszej siostry jest najgorszą w jakiej mnie obsadzili (no może poza rolą sprzątaczki, ale o tym dalej). Zawsze musisz ustąpić, być mądrzejsza, podzielić się. A ten mały gałgan wykorzystuje to bez skrupułów 😉

CZY JA MAM NA CZOLE NAPISANE SŁUŻĄCA - no chodzę i sprzątam. Zabawki, książeczki, wózki, laleczki. Rozciamkane chrupki, oblizane lustra, rozrzucone skarpetki. W komplecie z ojcem me dzieci czynią taki armagedon w ciągu kilku minut, że muszę się zastanowić czy nie pomyliłam adresu.

NIE RÓB TAK, BO CI TAK ZOSTANIE - uff, dobrze, że to niewinne kłamstewko, bo chyba każdy chodziłby dziś z jakimś przygłupawym wyrazem twarzy. Chociaż w sumie niektórym zostało 😂

Ja jestem dopiero na początku swojej drogi. Już knuje w swojej małej główce jakie asy wyciągnę z rękawa później!

A Wy macie swoje kultowe teksty? 

Być mamą dwójki

Być mamą dwójki
 
Masz jedno dziecko i twoja rzeczywistość to lukier, miód i orzeszki. Idylla dnia codziennego skłania Cię ze starym do szalonego pomysłu - zróbmy sobie drugie, przecież tak świetnie nam wychodzi!
Co więcej Grażyna z warzywniaka powiedziała, że dwójka się lepiej chowa i w zasadzie same się sobą zajmują. A Halyna rzuciła, że ogarniesz to za jednymi pieluchami, a później już tylko lus blues i bajlando do rana.
Ja Ci powiem czemu one o zrobiły. Myślały sobie - co masz mieć lepiej niż my! Teraz to wiem 😉

Zacznijmy od tego, że wdrażasz w życie projekt rodzeństwo. Beng ,beng i znów jesteś w ciązy, ups.
Jesteście szybsi niż Chuck Norris, który wychodzi jutro, a wraca wczoraj.
No, ale do rzeczy. Druga pociecha rośnie w twym brzuchu niczym kiełkujący arbuz, ty jeszcze się toczysz, a w twojej głowie tworzy się sielankowy obrazek. Twoja ukochana dwulatka drepta grzecznie za rączkę z tatusiem, tuż obok Ciebie wijącej się niczym delikatna Rusałka obok wózka z małym, słodkim, różowiutkim bobaskiem nieśmiało popiskującym w tle.
Dalej słyszysz, że lepiej nie mogłaś wymyślić. Że z dwójką jest łatwiej. Że przecież wszystko już wiesz, nic nie może Cię zaskoczyć.

Także ten, tyle żarcików. Przejdźmy do meritum. Rodzisz - ból, pot, łzy. Te łzy to trochę z tego bólu, trochę bardziej ze szczęścia. Albo na odwrót. Jak kto tam uważa. Bądź co bądź już w blokach startowych twój babybrain przetwarza jednak, że ktoś tu ściemniał, w tym twój stary, który w chwilach zwątpienia mówił, że jakoś to ogarniecie. Otóż, jakby to powiedzieć, tego nie da się ogarnąć. Gdzieś pomiędzy zbuntowaną dwulatką - która w akcie totalnej rozpaczy kładzie się na wypolerowanej podłodze w sklepie marki na B., bo śmiałaś położyć jej niezbędnego do przeżycia lizaka na taśmie w celu zapłaty za te ratujące życie pożywienie - a drącym się w niebogłosy niemowlakiem, który strzelił focha na wózek, bo przecież ręce matki nie są jej chyba potrzebne do niczego innego, niż noszenie jejmości, zastanawiasz się kto Cię właściwie do tego namówił. Odpowiedź jest druzgocąca - to ty sama samiuśka zapewniłaś sobie tą niebywałą rozrywkę. No może z małą pomocą drugiego 'właściciela' tej wesołej gromadki.
Dochodzisz zatem do zaskakujących spostrzeżeń, że nie, nie, dzieci nie bawią się razem, nie zajmują sobą wzajemnie. No przynajmniej jeszcze nie. Co więcej ręce dwie, dzieci jakby wydaje się sto razy więcej 😂  Bywa, że w zasadzie nie wiesz co słychać u starego, ale widzisz, że żyje, bo jednak jakoś próbuje okiełznać z tobą ten armagedon.
Przeważnie planując cokolwiek, z naciskiem na planowanie chwili dla siebie, możecie być pewni, że przynajmniej jedno dziecko będzie mieć na te chwile inne plany. Czasem myślę, że one wspólnie knują jak nam dziś dokuczyć i dzielą się tymi obowiązkami bardzo skrupulatnie, bo ostatnio obstawiły grafik co do minuty 😈

W głębi ducha wierzę jednak, że jeszcze kiedyś my ze starym chill na kanapie, giry do góry, wino w łapę,a szatany zajmą się sobą. Wierzę, że jeszcze kiedyś to ja pójdę nad ranem do nich do łóżka i powiem "kanapkę z sierem i sinką, plose"..

I wierzę, że jeszcze kiedyś naprawdę znajdziemy w tym wszystkim balans i czas dla siebie.
Póki co przyjmuję rekompensatę w postaci miłości jaką one siebie darzą, tych magicznych momentów czułości. I serce rośnie kiedy wiem, że one zawsze będą mieć siebie, nawet gdy już nie będą mieć mnie. Więc wiem, że warto 💜

Tymczasem walczę dalej 💪