Po jedynaste - bądź dla siebie ważny!

Po jedynaste - bądź dla siebie ważny!


Od urodzenia jesteśmy uczeni spełniania cudzych oczekiwań. Wiele rzeczy robimy po to, by się przypodobać, sprawić komuś radość, wpisać się w jego wizję naszej osoby. Jako dzieci jemy, śpiewamy, tańczymy dla uciechy dorosłych. Jako nastolatki próbujemy przypodobać się grupie rowieśniczej. Gdy dorastamy, tworzymy związki, stajemy się rodzicami, niejednokrotnie wyprówamy sobie flaki by zostać ocenionym jak najlepiej przez otocznie.  Udowodniamy, że choćby świat spadał nam na głowę, poprawimy koronę i zapi.dalamy dalej.

Przychodzi jednak w życiu każdego człowieka taki moment, że w końcu wiesz, że nic nie musisz. Moment w którym jasno określasz swoje priorytety. Moment w którym wiesz, że nic na siłę.

Ten rok mimo tego, że był dla mnie trudny i wymagający dał mi poczucie dystansu. 

Dziś wiem, że w codziennej bieganinie muszę znaleźć miejsce na siebie, swoje potrzeby, swoje ja. Wiem, że kiedy nie mam ochoty prasować nie prasuję. Kiedy nie mam ochoty stać nad garami zamawiam obiad. Kiedy jestem zmęczona, kładę się spać z kurami. Wiem, że kiedy nie mam ochoty rozmawiać , nie odbieram telefonu. Kiedy mam chwilowo dość bycia matką, wychodzę sama na miasto, żeby odetchnąć. Daje sobie prawo i przestrzeń do negatywnych emocji. Daje sobie pozwolenie, by otwarcie powiedzieć, że mam dosyć, że czasem nie umiem w bycie matką, córką, przyjaciółką. 

Daje sobie prawo by jasno stawiać granice, mówić otwarcie o tym, co mi się nie podoba. 

Wiem już, że w swoim życiu nie potrzebuję znajomości bez wartości. Ten rok pokazał mi, że nic na siłę.  Jeśli ktoś nie traktuję Cię jako przyjaciela, a tylko chwilową powierniczkę swoich codziennych żali - szkoda na niego czasu. Ktoś, kto nie próbuję zrozumieć, a jedynie ocenia i próbuje podporządkować, nie jest wart Twojego czasu. Nauczyłam się być i czerpać radość z bycia, nie bywać i plotkować. 

Wiem kto dziś jest moim prawdziwym przyjacielem, na kim mogę polegać i kto może polegać na mnie. Nauczyłam się, że naprawdę ważna jest jedynie jakość - nie ilość. 

Dziś z podniesionym czołem podejmuję dla mnie trudne decyzje, ale decyzje w końcu w zgodzie z samą sobą.

Zrozumiałam, że nie zawsze, to co dajesz od siebie, wraca. Czasem jedynie dajesz. W domu, w relacjach z bliskim, w pracy. Wierzę, że karma to suka, ale nie liczę już, że ten bumerang wraca szybko. Że jesli ktoś Cię wykorzystuję, to kiedyś  odbije mu się czkawką. Jednak to poczucie dawania samo w sobie jest fajne. I robimy to nie tylko dla Tych którzy dostają, ale też dla samych siebie. 

Dziś wiem, że jedyna rzecz, która jest niezależna ode mnie jest zdrowie. Moje, moich dzieci, mojej rodziny, moich przyjaciół. Ale czas - on jest dla mnie, dla nas. Jedynie od nas zależy jak go wykorzystamy. Wiem, że nie warto odkładać nic na później.  Wiem, że te niepozorne kilka godzin, o które odwlekamy nasz telefon do bliskich, może spowodować, że już nigdy ich nie usłyszymy. Wiem, że możemy już nigdy nie wypowiedzieć słów, które ugrzęzną nam w gardle. 

Nie odkładajmy nic na później. Marzeń, podróży, przyjaźni, żadnych słów. 

Nic nie musimy, ale chciejmy żyć. Tu i teraz.

Zasada trzech minut, czyli jak przenieść twoje rodzicielstwo na wyższy poziom

Zasada trzech minut, czyli jak przenieść twoje rodzicielstwo na wyższy poziom


Siadasz wieczorem w fotelu i dopadają Cię wyrzuty sumienia. Myślisz sobie jak mało czasu poświęciła(e)ś dziś swojemu dziecku. Jak złym rodzicem jesteś. Masz tak? Ja też, prawie codziennie. To znaczy miałam! Jeszcze do niedawna, zanim nie trafiłam na magiczną zasadę trzech minut. Znasz? Stosujesz?

Jeśli jeszcze nie, zdradzę Ci sekret, który uczynił moje macierzyństwo lepszym. A tak naprawdę to nie sekret, tylko zasada opracowana przez psycholog Natalii Sirotich.
Znasz to uczucie spotkania z dawno nie widzianym przyjacielem? Pamiętasz tą radość, która wtedy gości na Twojej twarzy i w Twoim sercu? Na tym właśnie opiera się ta zasada. Ciesz się na każde spotkanie ze swoim dzieckiem, choćby twoja nieobecność trwała kilkanaście minut, podczas których ty wyskoczysz po bułki do osiedlowego. Wchodząc, widząc, że ono łaknie twojej uwagi, poświęć mu ją. Kilka, kilkanaście minut. Porzuć obowiązki, zapomnij o sprzataniu które na Ciebie czeka, czy o zupie stojącej na gazie. Kucnij, usiądź tak, aby twój wzrok był na wysokości wzroku dziecka. Skup się na tym co Twoje dziecko mówi, czuje, chce Ci przekazać. Niech poczuje, że jest dla Ciebie ważne, że jego przeżycia, doświadczenia dnia codziennego Cię interesują. Niech poczuje się zrozumiane, wysłuchane.
Porozmawiaj z dzieckiem, zapytaj co robiło.  Zapewniam Cię, że dzięki temu dziecko poczuje się zauważone i 80% scen płaczu, złości, psocenia zniknie. Wszystko dzięki temu, że nie bedzie już musiało krzyczeć 'Mamo, Tato jestem tu'!
Staram się stosować ta metodę od niedawna, ale widzę ogromną zmianę. Czuje, że nawiązuje ze swoimi dziećmi więź, która mam nadzieję, zaprocentuje w przyszłości. Liczę na to, że dzięki temu, że dziś okazuje im uwagę, buduję relację, one kiedyś będą przychodzić do mnie po pomoc i radę jak do przyjaciela  🧡

Ps. parter to też takie trochę dziecko, spróbuj zastosować 😉 Miłość, niezależnie od formy, zasługuje na uwagę.


Matki superbohaterki

Matki superbohaterki


Wiecie, jak jedno zdarzenie potrafi zmienić życie i patrzenie na to co się w nim dzieje. Czasem coś, co w pierwszej chwili zdaje się krzyżem nie do dźwignięcia, daje nam prawdziwego życiowego kopa. Ale nie takiego po którym upadasz i nie wstajesz. To kop do działania, kop do zauważenia jakim darem jest codzienność. Nagle masz ten moment w którym chowasz twarz w dłoniach i płaczesz. Między tymi łzami po głowie plączą się jednak różne myśli. Mi dziś do głowy przyszła jedna. Kiedy we trzy siedzimy w szpitalnej sali, tuż obok śpią nasze chore i bezbronne dzieci, kiedy każda na swojej karimacie próbuje jakoś ogarnąć tą nieznośną rzeczywistość, powiem wam jedno - matki mają super moc. Bo my matki jesteśmy superbohaterkami.

Chce to powiedzieć głośno, jestem silną babką! Chcę wierzyć, że absolutnie nic nie może mnie złamać! Wiem, że dla swoich dzieci zrobię wszystko i nie ma dla mnie poprzeczki nie do przeskoczenia. Wiem, że jestem lwicą, która walczy o swój miot.
Ja, matka superbohaterka, jestem szybka niczym światło. Wyprzedzam myśli, słowa i czyny moich dzieci. Łapie je w locie, nim ich kolano dotknie podłogi, kiedy one same nie wiedzą jeszcze, że upadają. Oczyma wyobraźni przewiduje konsekwecje każdego kolejnego kroku. Codziennie otwieram nad nimi parasol bezpieczeństwa i otulam obronnym ramieniem, kiedy strach zagląda w oczy.
Jako matka jestem kucharką, sprzątaczką, pralnią, kompanem zabaw. Zawsze zcałuję łzy i pocieszę. Codziennie na posterunku, nawet gdy fizycznie nie ma mnie obok. Jestem matką encyklopedią, która zna (a przynajmniej udaje, że zna) odpowiedź na każde po co, na co i dlaczego.

My matki, zawsze kiedy trzeba stajemy na wysokości zadania. Gdy musimy być blisko, rzucamy wszystko i trwamy obok. Czuwamy dniami i nocami. Płaczemy czasem w poduszkę, ale i tak zagryzamy wargi i trzymamy garde. Choć czasem mówimy, jak bardzo mamy dość, nigdy nie jest to dość na zawsze. Bo wiemy, że nikt jak my nie podoła dźwigać tego krzyża. Nikt jak my, nie będzie warował przy łóżku i liczył każdego kolejnego oddechu. Nikt jak my nie utuli i nie ukoi bólu. Nikt jak my, mimo niejednego ciosu, po raz kolejny nie nadstawi drugiego policzka. Nikt jak my nie będzie po prostu mamą. Bo mama to instytucja nie do zastąpienia. Bo mama to po prostu mama!

I tak, macierzyństwo to czasem strach, pot i łzy. Macierzyństwo to czasem walka. O zjedzoną kanapkę, umyte zęby, przespaną noc. Walka o pogodzenie ról. Walka o bycie jednocześnie pracownikiem, Czasem to walka o życie.
My matki superbohaterki walczymy codziennie po cichutku. Codziennie wykazujemy nadzwyczajne zdolności. Doceńmy się za to, nagradzajmy i chwalmy!