Od urodzenia jesteśmy uczeni spełniania cudzych oczekiwań. Wiele rzeczy robimy po to, by się przypodobać, sprawić komuś radość, wpisać się w jego wizję naszej osoby. Jako dzieci jemy, śpiewamy, tańczymy dla uciechy dorosłych. Jako nastolatki próbujemy przypodobać się grupie rowieśniczej. Gdy dorastamy, tworzymy związki, stajemy się rodzicami, niejednokrotnie wyprówamy sobie flaki by zostać ocenionym jak najlepiej przez otocznie. Udowodniamy, że choćby świat spadał nam na głowę, poprawimy koronę i zapi.dalamy dalej.
Przychodzi jednak w życiu każdego człowieka taki moment, że w końcu wiesz, że nic nie musisz. Moment w którym jasno określasz swoje priorytety. Moment w którym wiesz, że nic na siłę.
Ten rok mimo tego, że był dla mnie trudny i wymagający dał mi poczucie dystansu.
Dziś wiem, że w codziennej bieganinie muszę znaleźć miejsce na siebie, swoje potrzeby, swoje ja. Wiem, że kiedy nie mam ochoty prasować nie prasuję. Kiedy nie mam ochoty stać nad garami zamawiam obiad. Kiedy jestem zmęczona, kładę się spać z kurami. Wiem, że kiedy nie mam ochoty rozmawiać , nie odbieram telefonu. Kiedy mam chwilowo dość bycia matką, wychodzę sama na miasto, żeby odetchnąć. Daje sobie prawo i przestrzeń do negatywnych emocji. Daje sobie pozwolenie, by otwarcie powiedzieć, że mam dosyć, że czasem nie umiem w bycie matką, córką, przyjaciółką.
Daje sobie prawo by jasno stawiać granice, mówić otwarcie o tym, co mi się nie podoba.
Wiem już, że w swoim życiu nie potrzebuję znajomości bez wartości. Ten rok pokazał mi, że nic na siłę. Jeśli ktoś nie traktuję Cię jako przyjaciela, a tylko chwilową powierniczkę swoich codziennych żali - szkoda na niego czasu. Ktoś, kto nie próbuję zrozumieć, a jedynie ocenia i próbuje podporządkować, nie jest wart Twojego czasu. Nauczyłam się być i czerpać radość z bycia, nie bywać i plotkować.
Wiem kto dziś jest moim prawdziwym przyjacielem, na kim mogę polegać i kto może polegać na mnie. Nauczyłam się, że naprawdę ważna jest jedynie jakość - nie ilość.
Dziś z podniesionym czołem podejmuję dla mnie trudne decyzje, ale decyzje w końcu w zgodzie z samą sobą.
Zrozumiałam, że nie zawsze, to co dajesz od siebie, wraca. Czasem jedynie dajesz. W domu, w relacjach z bliskim, w pracy. Wierzę, że karma to suka, ale nie liczę już, że ten bumerang wraca szybko. Że jesli ktoś Cię wykorzystuję, to kiedyś odbije mu się czkawką. Jednak to poczucie dawania samo w sobie jest fajne. I robimy to nie tylko dla Tych którzy dostają, ale też dla samych siebie.
Dziś wiem, że jedyna rzecz, która jest niezależna ode mnie jest zdrowie. Moje, moich dzieci, mojej rodziny, moich przyjaciół. Ale czas - on jest dla mnie, dla nas. Jedynie od nas zależy jak go wykorzystamy. Wiem, że nie warto odkładać nic na później. Wiem, że te niepozorne kilka godzin, o które odwlekamy nasz telefon do bliskich, może spowodować, że już nigdy ich nie usłyszymy. Wiem, że możemy już nigdy nie wypowiedzieć słów, które ugrzęzną nam w gardle.
Nie odkładajmy nic na później. Marzeń, podróży, przyjaźni, żadnych słów.
Nic nie musimy, ale chciejmy żyć. Tu i teraz.
