Być mamą dwójki
Masz jedno dziecko i twoja rzeczywistość to lukier, miód i orzeszki. Idylla dnia codziennego skłania Cię ze starym do szalonego pomysłu - zróbmy sobie drugie, przecież tak świetnie nam wychodzi!
Co więcej Grażyna z warzywniaka powiedziała, że dwójka się lepiej chowa i w zasadzie same się sobą zajmują. A Halyna rzuciła, że ogarniesz to za jednymi pieluchami, a później już tylko lus blues i bajlando do rana.
Ja Ci powiem czemu one o zrobiły. Myślały sobie - co masz mieć lepiej niż my! Teraz to wiem 😉
Zacznijmy od tego, że wdrażasz w życie projekt rodzeństwo. Beng ,beng i znów jesteś w ciązy, ups.
Jesteście szybsi niż Chuck Norris, który wychodzi jutro, a wraca wczoraj.
No, ale do rzeczy. Druga pociecha rośnie w twym brzuchu niczym kiełkujący arbuz, ty jeszcze się toczysz, a w twojej głowie tworzy się sielankowy obrazek. Twoja ukochana dwulatka drepta grzecznie za rączkę z tatusiem, tuż obok Ciebie wijącej się niczym delikatna Rusałka obok wózka z małym, słodkim, różowiutkim bobaskiem nieśmiało popiskującym w tle.
Dalej słyszysz, że lepiej nie mogłaś wymyślić. Że z dwójką jest łatwiej. Że przecież wszystko już wiesz, nic nie może Cię zaskoczyć.
Także ten, tyle żarcików. Przejdźmy do meritum. Rodzisz - ból, pot, łzy. Te łzy to trochę z tego bólu, trochę bardziej ze szczęścia. Albo na odwrót. Jak kto tam uważa. Bądź co bądź już w blokach startowych twój babybrain przetwarza jednak, że ktoś tu ściemniał, w tym twój stary, który w chwilach zwątpienia mówił, że jakoś to ogarniecie. Otóż, jakby to powiedzieć, tego nie da się ogarnąć. Gdzieś pomiędzy zbuntowaną dwulatką - która w akcie totalnej rozpaczy kładzie się na wypolerowanej podłodze w sklepie marki na B., bo śmiałaś położyć jej niezbędnego do przeżycia lizaka na taśmie w celu zapłaty za te ratujące życie pożywienie - a drącym się w niebogłosy niemowlakiem, który strzelił focha na wózek, bo przecież ręce matki nie są jej chyba potrzebne do niczego innego, niż noszenie jejmości, zastanawiasz się kto Cię właściwie do tego namówił. Odpowiedź jest druzgocąca - to ty sama samiuśka zapewniłaś sobie tą niebywałą rozrywkę. No może z małą pomocą drugiego 'właściciela' tej wesołej gromadki.
Dochodzisz zatem do zaskakujących spostrzeżeń, że nie, nie, dzieci nie bawią się razem, nie zajmują sobą wzajemnie. No przynajmniej jeszcze nie. Co więcej ręce dwie, dzieci jakby wydaje się sto razy więcej 😂 Bywa, że w zasadzie nie wiesz co słychać u starego, ale widzisz, że żyje, bo jednak jakoś próbuje okiełznać z tobą ten armagedon.
Przeważnie planując cokolwiek, z naciskiem na planowanie chwili dla siebie, możecie być pewni, że przynajmniej jedno dziecko będzie mieć na te chwile inne plany. Czasem myślę, że one wspólnie knują jak nam dziś dokuczyć i dzielą się tymi obowiązkami bardzo skrupulatnie, bo ostatnio obstawiły grafik co do minuty 😈
W głębi ducha wierzę jednak, że jeszcze kiedyś my ze starym chill na kanapie, giry do góry, wino w łapę,a szatany zajmą się sobą. Wierzę, że jeszcze kiedyś to ja pójdę nad ranem do nich do łóżka i powiem "kanapkę z sierem i sinką, plose"..
I wierzę, że jeszcze kiedyś naprawdę znajdziemy w tym wszystkim balans i czas dla siebie.
Póki co przyjmuję rekompensatę w postaci miłości jaką one siebie darzą, tych magicznych momentów czułości. I serce rośnie kiedy wiem, że one zawsze będą mieć siebie, nawet gdy już nie będą mieć mnie. Więc wiem, że warto 💜
Tymczasem walczę dalej 💪
AUTOR:
ZuA MaDka


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz