Wiecie jak to jest. Święta, koniec roku i jeszcze ta pogoda za oknem. Siedzisz w tych czterech ścianach i masz za dużo czasu na własne myśli. Ale może to i lepiej. Masz czas, żeby przyjrzeć się nieco z boku. Sobie. Swoim bliskim. Swojemu życiu. Wnioski nie zawsze są miłe i często dają pstryczka w nos. Ale często też dają kopa.
Zastanawiałyście się co w życiu macie? Nie mówię tu o domu, samochodzie czy nowych parach kozaczków, tak bardzo pożądanych od kiedy zobaczyłaś je u jednej z influencerek. Bez tego da się żyć. Ale są rzeczy bez których nie można. I to dosłownie.
Kiedy zderzasz się z cudzą rzeczywistością pełna bólu i cierpienia wiesz, że wygrałaś wszystko. Widzisz rodziców nie potrafiących już płakać nad łóżkiem swoich dzieci. Tych którzy nie mają siły walczyć z kolejnym dniem. Widzisz kobietę, która nie wie jak żyć, kiedy po latach zostaje bez ukochanego przy boku. Widzisz ludzi, dla których ciepła zupa to danie równie wykwintne co obiad w restauracji z gwiazdką Michelin. Ty wiesz, że wygrałaś zdrowie dla siebie i swoich bliskich. Wygrałaś ich życie. Wygrałaś wszystkie wspólne momenty. Te dobre, piękne i rozczulające. Ale też ciężkie, uczące pokory do życia. Wszystko dzieje się po coś. Wiem, ciężko to dostrzec w chwilach kiedy rzeczywistość totalnie Cię przytłacza, ale z perspektywy czasu, zawsze możemy to w ten sposób ocenić.
To będą dla mnie wyjątkowe święta. Z dwóch powodów. Pierwszym jest oczywiście fakt, że jesteśmy już rodziną 2+2 i ten magiczny czas spędzimy w powiększonym składzie. Pierwsze święta Zuzi, zawsze wzruszające i przyprawiające o drżenie serca.
Ale w tym roku będą to też pierwsze święta bez mojego ukochanego dziadka. Dziadka z którym spacerując promenadą w Ustce wsuwaliśmy tonę lodów. Tego, który przepuścił dla mnie na maszynach pół wypłaty, kiedy na wspólnych wakacjach umyśliłam sobie w głowie, że chce z nich wygrać maskotkę. Mojego dzidziusia z wąsem i dużym brzuchem, tak pociesznego w swoim jestestwie.
To oczywiście smutne święta. Ale cieszę się, że te ostatnie udało nam się spędzić razem. Cieszę się, że udało mi się przytulić go na pożegnanie. Że mógł mnie złapać za rękę, tak wymownie mówiąc mi do zobaczenia. Cieszę się, że on czerpał z tych swoich ostatnich chwil maksymalnie ile był w stanie.
Dlatego wiem, że z życia trzeba czerpać garściami. Cieżko czasem dostrzec z czego można czerpać. Ale w każdej sytuacji znajdziemy iskrę tlącą się gdzieś w tle.
Dla znaczącej większości rzeczy banalne i oczywiste, są nieosiągaln marzeniem. Pamiętajcie o tym siadając przy wigilijnym stole także z tymi, z którymi niekoniecznie macie ochotę podać sobie rękę. W przyszłym roku na ten gest może być za późno. Życie nie jest tego warte.







