Nie mów mi jak mam żyć!

Nie mów mi jak mam żyć!


Mam wrażenie, że żyjemy w takich popieprzonych czasach, gdzie każdy wszystko wie lepiej. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie Ci jak masz żyć. Wiemy jak inni mają kochać, nienawidzić, rozpaczać. Na każdym kroku służymy 'dobrą radą' i dorzucam swoje trzy grosze. Zawsze usłyszysz, jak powinnaś wychować, karmić, ubierać swoje dziecko. Dostaniesz rady jak dbać o siebie, realizować się, przy tym wszystkim będąc perfekcyjną żoną i kochanką. Serio, nie potrafię tego pojąć!

Wkurzam się! Strasznie wyprowadza mnie z równowagi kolejny komentarz z pouczeniem, radą, wskazówką pod czyimś zdjęciem, wpisem.
Nie potrafię pojąć, czemu ktoś wie lepiej jak przeżywamy żałobę i która postawa jest poprawna i stosowna do sytuacji. Jak rozpaczasz i odcinasz się od ludzi to źle, bo musisz jakoś żyć dalej. Jak żyjesz, starasz się stawiać czoła każdemu z dni, to jeszcze gorzej. Bo to nie wypada, bo brak Ci pokory!
Kiedy wyrzucasz swoje frustracje, używasz ostrych słów, nazywasz rzeczy po imieniu, źle! Patologia, wyrodna matka, egoistka! Nie możesz czuć i myśleć po swojemu. Masz to robić tak, jak oczekują tego inni. Tylko zawsze są drudzy inni, którzy oczekują czegoś innego. Oczekują żebyś rzucała mięsem, nie kolorowała rzeczywistości, wykładała kawę na ławę.
Jesteś w domu z dzieckiem  i to jemu poświęcasz się niemal w całości, tragedia. Nie realizuje się, zatracasz, krzywdzisz siebie i innych. Nieważne, że Ty czujesz się w tym spełniona. Robisz karierę a Twoja praca pochłania Ci całe dnie, więc jesteś egoistką, zatracasz to co w życiu ważne.
Kiedy ktoś powie Tobie co o Tobie myśli, to hejt. Kiedy Ty uważasz coś za niestosowne, to jedynie delikatnie zwracasz uwagę, nakreślasz sytuację, chcesz pomóc.

Kurde, naprawdę nie możemy żyć po prostu swoim życiem? Czy nie ma nic co moglibyśmy najpierw poprawić u siebie? Po to to robimy? Żeby pomóc? Czy jednak, żebysmy to my lepiej się poczuły, dowartościowały, wywyższyły?

Każdy jest inny. Ma do tego prawo. Do tego, żeby czuć inaczej, myśleć inaczej, robić inaczej. Zacznijmy się akceptować i wspierać, a skończymy pouczać i obrzucać błotem.

Po prostu żyjmy. Po swojemu. Tak, aby to nam ze sobą było dobrze.

Za co w życiu dziękuję

Za co w życiu dziękuję


Czy zastanawialaś się kiedyś za co w życiu jesteś wdzięczna? Co ofiarował Ci los? Ile szans zostało Ci dane? Czy usiadłaś kiedyś i pomyślałaś za co dziękujesz? Jak wiele przyniósł Ci dzień?

Wiem, że w codziennej gonitwie ciężko jest spojrzeć na to co mamy z wdzięcznością. Pomiędzy bałaganem, codziennymi problemami, dziećmi i pracą, czasem ciężko jest spojrzeć na życie z pokorą. Ja codziennie się uczę dziękować. Nie zawsze potrafię, ale ostatnio staram się przewartościować swoje życie.

Dziękuję za ZDROWIE, bo nie ma nic cenniejszego. Za zdrowie moich dzieci, moje, moich najbliższych. I chociaż ostatnio wirusy i bakterie nieco zrównały nas z ziemią, to otrzepujemy kolana i idziemy dalej. Nie musimy zmagać się z potwornymi chorobami, wobec których jesteśmy bezsilni. Nie musimy codziennie zaglądać w oczy śmierci. Nie musimy rozkładać ramion w rozpaczy wiedząc, że nic już nie możemy zrobić. Uwierzcie, nie ma większego bólu, niż patrzenie na twarz ukochanej Ci osoby, że świadomością, że ona odchodzi na twoich rękach. Nie ma bardziej rozrywającego bólu, niż świadomość, że Wasze dni, godziny, minuty są policzone. Dlatego tak bardzo dziękuję, że mam zdrowe, uśmiechnięte dzieci, nawet gdy roznosi je energia, a ja zwyczajnie nie mam siły. Bo mocno wierzę, że tak wiele jeszcze przed nami.

Dziękuję właśnie za te DZIECI, które zostały mi zesłane niczym dar. Dar o który nie musiałam walczyć. One po prostu mnie wybrały i zostały mi podarowane. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić co tak naprawdę czują ludzie, którzy o ten dar walczą latami, niejednokrotnie po drodze ponosząc straty i porażki. Nie wyobrażam sobie bólu i cierpienia, jaki rozrywa ich serce. Dlatego wiem, że moje życie jest pełne. Wiem, że kiedy ja narzekam, że nie daje rady, że nie mam sił, inni marzą o takim zmęczeniu. Marzą o nieprzespanych nocach, ząbkowaniu, codziennych troksach i rozterkach.

Dziękuję za RADOŚĆ I UŚMIECH który codziennie rozbrzmiewa w moim domu. Za ten DOM dziękuję. Za to, że moje dzieci mają dach nad głową. Za cztery ściany pełne mebli, zabawek, fatałaszków. I choć nie mogę mieć w życiu wszystkiego czego zapragnę, choć mój dom nie wygląda jak z magazynu, a ja i dzieci jak z wybiegu mody, to mogę żyć godnie. Mam codziennie co włożyć do garnka, o czym inni mogą tylko pomarzyć. Dziękuję, że zawsze mam gdzie wróci, usiąść i w ciepłe wypić gorąca kawę.

Dziękuję za to, że MOGĘ BYĆ SOBĄ. Mogę się realizować zawodowo, spełniać jako mama, realizować swoje pasje. Dziękuję, że mogę głośno wyrażać swoje zdanie, nie muszę niczego udawać. Za to, że mogę śmiać się i płakać kiedy mam na to ochotę. Za to że jestem wolną osobą. Wiem, że życie daje mi codziennie szansę i tylko ode mnie zależy jak ją wykorzystam.

A Ty za co dziękujesz?

"Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko." Albert Einstein 

Co nas wkurza w facetach!

Co nas wkurza w facetach!


Jestem ekstrawertykiem. Czasem nawet bardzo ekstra. Klepię często co mi ślina na język przyniesie. Mówię szybciej niż myślę. Często bywa, że za to obrywam. Lubię gadać. Szkoda, że nikt mi za to nie płaci, byłabym obrzydliwie bogata. I nie mam też za bardzo zahamowań, by mówić o tym co dzieje się w moim życiu. Nie udaję, że jest słodko-pierdząco-cukierkowo, kiedy tak naprawdę mam, na przykład, ochotę wydrapać staremu oczy i zrobić z nich korale. I właśnie ostatnio zauważyłam, że jak już ja tak narzekam i stękam, to te babki obok nagle się otwierają. No i okazuje się, że nie ma małżeństw/związków idealnych. Okazuje się, że to co z zewnątrz wzbudza zazdrość i wewnętrzny żal, że inni jakoś lepiej ze sobą współegzystują, w rzeczywistości ma wiele odcieni szarości.

Ale wniosek najważniejszy. Oni, czytaj mężczyźni, są kurwa z metra szyci. Tacy sami. Kropka w kropkę. Nadają na innym poziomie intelektualnym. Jest tyle rzeczy, które oni mają zakodowane w testosteronie, które reprezentuje niemal każdy przypadek, a które nas kobiety doprowadzają do szału, że serio jeśli stworzył nas Bóg, to musiał mieć duże poczucie humoru, że kazał nam się parować 🙈😂

POMAGANIE
Większość uważa, że pomaga. Dla mężczyzn pomaganie polega na tym, że trzeba im wszystko pokazać palcem, poprosić sto razy, pogderać. Większość z nich żyje w magicznym domu w którym wszystko się dzieje samo. A jak już oni poczynią jakiś ruch niegodny ich męskości, typu sprzątanie toalety, to chodzą dumni jak pawie oczekując orderu na swojej wątłej piersi. Dla większości z nich zapamiętanie w której szufladzie leżą dziecięce spodnie lub jakie lekarstwo podać przed śniadaniem to fizyka kwantowa.

KOBIECY PMS
Znowu masz okres / PMS? Czy jest jakaś kobieta która kiedyś tego nie usłyszała? Przecież nasze zdenerwowanie nie bierze się z tego, że oni jakkolwiek się nie wykazali.. To po prostu burza hormonów. Jakaś dziwna kobieca konstrukcja.

SŁYSZENIE WYBIÓRCZE
Zawsze usłyszy, kiedy chcesz go po cichu obgadać przez telefon z psiapsi. Ale tego, że trzeba umyć okna nie słyszy, chociaż byś mu tak z tydzień za uchem nawijała. To jakiś wewnętrzny, wbudowany w męski mózg filtr przepuszczania informacji.

SPANIE
Do dziś zachodzę w głowę, kto wymyślił powiedzenie 'spać jak dziecko'. Jedno jest pewne, był to facet. Bo on śpi tak bardzo, że wydaje mu się, że dziecko śpi caluśką noc. I serio, jak mu opowiadasz nad ranem nocne historie, to robi oczy jak żaba z niedowierzaniem.

CHOROWANIE
Tak, mój zalicza się do tej grupy, która przy temperaturze 37,2 spisuje testament, a całe życie przebiega mu przed oczami. Czasem myślę, że to cud, że jeszcze żyje. Najmniejszy katar jest niczym katastrofa. Mężczyzna po prostu kończy się tam, gdzie zaczyna się choroba.

POŁĄCZENIE Z BAZĄ
90% mężczyzn otrzymujemy w pakiecie z bazą, czytaj mamusią. Baza zawsze ma wiele do powiedzenia. Baza zazwyczaj wie wszystko lepiej i służy radą. Nawet nie pytana. Mężczyzna i baza są połączeni, na zawsze i nierozerwalnie. Albo to akceptujesz, wylewając od czasu do czasu swoje żale, albo zostajesz lesbijką.

CHODZĄCA DESTRUKCJA
Mój ogólnie powolny mąż, jedno robi błyskawicznie. Bałagan. Sieje syf i spustoszenie gdziekolwiek się pojawia. Z prędkością światła. Ja mrugam, a kuchnia tonie w naczyniach, podłogę w kiblu zalewa woda, a w salonie okruchami najadłaby się niejedna kura, kurnik, a nawet dwa.

A Was kochane co wkurza w mężczyznach?