Zastanawiałaś się kiedyś czemu tak jest - czemu my kobiety, matki zawsze chcemy więcej? Dlaczego często czujemy, że nie dalyśmy rady, poniosłyśmy wychowawczą klęskę? Czemu chcemy wciąż być lepsze i próbujemy osiągnąć nigdy nie osiągalny ideał? Zastanawiałaś się, czemu mamy wyrzuty sumienia z powodu brudnych garów w zlewie, okien które nie przepuszczają już światła słonecznego?
Czy pomyślałaś kiedyś, czemu wychodząc z domu w swojej głowie układasz kilka scenariuszy tego, co może się dziać kiedy nie będzie Cię lata świetlne, czyli całe trzy godziny? Na ten ekstremalnie trudny czas szykujesz swoją ekipę niczym na wojnę. Wychodzisz i co? Dzwonisz sto razy, albo dostajesz setki telefonów. I upewniasz się czy żyją, czy kaszka nie była za ciepła, czy pielucha zmieniona na czas. Musisz o wszystko dopytać, wszystko sprawdzić, wszystko tłumaczyć. Zastanowiłaś się kiedyś nad tym, że Twój partner nigdy tego nie zrobi? Że on nie zadzwoni przypomnieć, żeby sprzątnąć łazienkę i nastawić zupę.
Mężczyźni mają jedną magiczną dla mnie umiejętność, której im szalenie zazdroszczę. Oni potrafią się odciąć. Zamknąć drzwi i zostawić swój kramik, nie myśląc o tym w jakim stanie go zastaną, gdy wrócą do domu.
Próbuje się tego nauczyć, ale zostałam tak osadzona w tych trybikach, że dla mnie to chyba trudniejsze niż dostanie Oscara. Próbuję być idealna, czasem kosztem swoich frustracji, czasem kosztem innych. I nikt nie klepie mnie po ramieniu mówiąc "Super, przetrwałaś ten dzień, a na dodatek tak pięknie przebrałaś jej pieluszkę! Taka żona to skarb, inna by się tak nie poświęcała!" Nie.
Czasem mam wrażenie, że dla nas matek bycie rodzicem to obowiązek, dla mężczyzny miły przywilej. My musimy się spełniać w każdej roli, dawać radę nawet kiedy mamy ochotę krzyczeć. Zauważyłam, że przestałyśmy trochę mieć prawo po prostu nie mieć siły. Musimy przygryźć wargę i walczyć z podniesionym czołem. W dodatku walczyć zawsze z klasą, nie tylko tą mentalną, ale i wizualną. Czemu? Bo inaczej nas ocenią. I nie ocenią nas mężczyźni, co to to nie! Ocenią nas inne kobiety. Wejdą z butami w nasze życie i zdeptają resztki wiary w siebie i w to, że jesteśmy najlepszą wersją siebie.
Chciałabym, abyśmy my kobiety nauczyły się wrzucić na luz. Chciałabym, abyśmy nauczyły się prosić o pomoc. Nie musimy dźwigać wszystkiego same. Chciałabym, abyśmy się przełamały i powiedziały, że dziś nie jesteśmy superbohaterami, a bezbronnymi dziewczynkami, które potrzebują przytulenia. Chciałabym, abyśmy pamiętały, że ten dom i dzieci nie są tylko nasze, babskie. Pamiętajmy, że oni też potrafią posprzątać, pomóc przy dzieciach. I nauczmy ich, że to sprawa naturalna, a nie coś, co robi się na wyraźną prośbę partnera. Otóż to, partnera, bo tkwimy w tym razem! Bądźmy po prostu drużyną i walczymy z tą codziennością ramię w ramię. Walczymy tylko na tyle, na ile mamy na to siły :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz