Po co to piszę? Bo nie chcę, żebyś czuła się jak ja. Żebyś myślała, że jesteś jedyna. Żebyś nie myślała, że jesteś najgorszą matką na świecie. Żebyś jak ja nie otarła się o depresję.
Narodziny dziecka to piękny czas. Z zasady. Dla nas był szalenie trudny, bo zazębił się z zapaleniem płuc u starszej córki i buntem dwulatka w pakiecie. Takie kombo. Ona wyła, noworodek wył, ja wyłam. Nie - nie płakałyśmy, my wylewałyśmy morze łez. Żadna z nas nie potrafiła się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości. Oczy na zapałki. W domu ogień i siwy dym.
Pamiętam każda nieprzespaną noc. Pamiętam każda scenę frustracji, zazdrości, szału pierwordnej. Kiedy próbowałam komuś o tym powiedzieć czułam, że odbijam się od ściany. Że jestem jedyną, że nie radzę sobie z własnym życiem, które sama na własną prośbę sobie zagotowałam. Ja naprawdę szczerze zdawałam sobie pytanie kto mnie na to namówił. Naprawdę czasem żałowałam, że zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Nie widziałam nadziei na lepsze jutro. Widziałam tylko kolejny dzień który jakoś musiałam przetrwać.
Pamiętam dokładnie jak wiele żalu miałam do M. za to, że mnie z tym zostawia samą. Że śmie wyjść do pracy. Patrzyłam jak zamykają się za nim drzwi z bólem serca, myśląc o tym, że chociaż on będzie mógł wypić kawę w spokoju. Ba, że będzie mógł się wysikać w spokoju. Byłam pełna poczucia niesprawiedliwości.
Nie miałam siły odpowiadać na pytanie czy naprawdę jest aż tak źle. Dla mnie wtedy było najgorzej. Czułam, że ludzie widzą we mnie jedynie sfrustrowaną matkę, która wiecznie narzeka, a to jeszcze bardziej wpedzało mnie w poczucie winy, nerwice. Patrzyłam na te wszystkie szczęśliwe matki, które tak jak ja dopiero co urodziły drugie dziecko z podobną różnicą wieku i zastanawiałam się co jest z nami nie tak. W którym miejscu popełniliśmy błąd. Nie potrafiłam na to pytanie odpowiedzieć. Do dziś nie potrafię.
Pamiętam każda nieprzespaną noc. Pamiętam każda scenę frustracji, zazdrości, szału pierwordnej. Kiedy próbowałam komuś o tym powiedzieć czułam, że odbijam się od ściany. Że jestem jedyną, że nie radzę sobie z własnym życiem, które sama na własną prośbę sobie zagotowałam. Ja naprawdę szczerze zdawałam sobie pytanie kto mnie na to namówił. Naprawdę czasem żałowałam, że zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Nie widziałam nadziei na lepsze jutro. Widziałam tylko kolejny dzień który jakoś musiałam przetrwać.
Pamiętam dokładnie jak wiele żalu miałam do M. za to, że mnie z tym zostawia samą. Że śmie wyjść do pracy. Patrzyłam jak zamykają się za nim drzwi z bólem serca, myśląc o tym, że chociaż on będzie mógł wypić kawę w spokoju. Ba, że będzie mógł się wysikać w spokoju. Byłam pełna poczucia niesprawiedliwości.
Nie miałam siły odpowiadać na pytanie czy naprawdę jest aż tak źle. Dla mnie wtedy było najgorzej. Czułam, że ludzie widzą we mnie jedynie sfrustrowaną matkę, która wiecznie narzeka, a to jeszcze bardziej wpedzało mnie w poczucie winy, nerwice. Patrzyłam na te wszystkie szczęśliwe matki, które tak jak ja dopiero co urodziły drugie dziecko z podobną różnicą wieku i zastanawiałam się co jest z nami nie tak. W którym miejscu popełniliśmy błąd. Nie potrafiłam na to pytanie odpowiedzieć. Do dziś nie potrafię.
To był sprawdzian dla mnie jako matki, partnerki, kobiety. Przetrwaliśmy to jakoś, ale otarliśmy się o klęskę. Do dziś jeszcze otrzepujemy kolana i nie mogę powiedzieć, że idziemy przez życie zawsze z uśmiechem na ustach. Ale idziemy raźniej i wspólnie.
I na koniec powiem Ci tylko, że nikt tego nie zrozumie. Nikt kto nie przeszedł tego co Ty. Wiem to po ostatnich rozmowach z matkami o podobnych przejściach. Bo tak jest nas więcej! I wiem też, że nic nie oczyszcza tak jak rozmowa z taką właśnie mamą. Jeśli potrzebujesz się wygadać, wal jak w dym!
Ps. Na osłodę tych trudnych wspomnień kilka pięknych kadrów od mojej kochanej Beaty. Koniecznie zajrzyjcie https://pstrykupstryk.pl/ ❤️




Dużo jest takich kobiet, które mają podobne problemy... mąż do pracy A Ty zasuwasz w domu przy dwójce, ale jesteś przecież TYLKO w domu z dziećmi... Ja nie byłam u lekarza, ale chyba jednak ta depresja siedzi w środku cały czas :( Chociaż, może tak tylko mi się wydaje? Nie mam czasu myśleć nad sobą, bo przecież mam dzieci ;) Kiedy ostatnio wysłałam cv do ewentualnego pracodawcy - w domu zapanowała bostonka. Kiedy umawialam się na rozmowę kwalifikacyjną- gorączka. A w dniu tej rozmowy- kaszel przyszedł nie wiadomo skąd... z płaczem, stanem podgoraczkowym... finał jest taki, że matka dalej szuka pracy, ale najpierw musi uzyskać zgodę od domowego szefostwa :/ Gdyby dziś ktoś mi powiedział- o, macie 2 dziewczyny, kiedy chłopiec? Przestałabym się do kogoś takiego odzywać, a w wyobraźni to chyba bym go pobiła. Ale co zrobić, kocham te dwie małe diablice, nie da się inaczej :) życzymy Wam wytrwałości, sobie zresztą też;) Miłego dnia ;)
OdpowiedzUsuńNa pocieszenie powiem, że jak to mawia moja przyjaciółka, każdego dnia jesteśmy o krok bliżej do osiemnastki 😂
UsuńDziękuję Ci za ten wpis. Kocham synka nad życie ale czasem nadchodzi ten moment - mały marudzi, nie mogę go niczym zabawić ani uspokoić, moje zmęczenie sięga zenitu, milion spraw z tyłu głowy do zrobienia gdy synek zaśnie i granice cierpliwości się rozmywają - wtedy myślę, że nie powinnam mieć dzieci a wyrzuty sumienia rosną w siłę... Dobrze wiedzieć, że większość kobiet ma momenty kryzysowe. ��
OdpowiedzUsuńMyślę, że każda ma tylko nie każda ma odwagę przyznać się do tego zarówno przed światem jak i przed sobą.. Ale wiadomo wkuoie zawsze raźniej ❤️
Usuń